Podróż samochodem to luksus. W porównaniu z ostatnimi miesiącami, kiedy to w pełni zależeliśmy od spóźniających się autobusów i pociągów oraz ludzi, którzy chcieli bądź nie chcieli wziąć nas na stopa, jeżdżenie samochodem wydaje się nam niesamowitą wygodą. Poruszamy się szybko, zatrzymujemy, gdzie i kiedy mamy na to ochotę i, co równie ważne, zawsze mamy miejsce do spania, z czego też często korzystamy. Jest to bardzo przydatna opcja w Nowej Zelandii, bo, co tu dużo mówić, kraj do najtańszych nie należy. Ceny w wielu wypadkach są podobne do tych w Polsce, tyle że w dolarach, czyli trzeba je pomnożyć przez niemal 2,5. Dlatego na prawdziwe łóżko pozwalamy sobie co trzecią-czwartą noc, resztę spędzamy na polach kempingowych, śpiąc na rozłożonych siedzeniach. Z naszego na-wszelki-wypadek-namiotu zrezygnowaliśmy po pierwszej próbie. Samochód jest zwyczajnie wygodniejszy.
Zwiedzanie Nowej Zelandii jest łatwe i wygodne nie tylko dlatego, że mamy samochód, ale też dlatego, że drogi są dobre i odpowiednio oznakowane, mapy dokładne, a ludzie rozumieją nasze pytania i mają tę umiejętność, której brakuje Azjatom – potrafią wskazywać drogę. Jednym słowem wynajęcie samochodu było słuszną decyzją.
Naszym pierwszym postojem na Wyspie Południowej było położone w regionie Malborough miasteczko Blenheim. Malborough to największy i najpopularniejszy region winny Nowej Zelandii znany głównie z białych win, wśród których króluje Sauvignon Blanc, zaraz za którym plasują się Pinot Noir oraz Chardonnay.
Degustacji win poświęciliśmy cały dzień. Odwiedziliśmy kolejno cztery winiarnie: Bladen, Frammingham, Gibson Bridge oraz Spy Valley, z których ta ostatnia, choć najmniej klimatyczna, jest naszym zdaniem najbardziej godna polecenia. Nazwa winiarni wywodzi się od potocznej nazwy doliny, w której jest ona położona, która to z kolei została tak ochrzczona przez miejscowych ze względu na znajdującą się tam wielką amerykańską bazę militarną.
Drugie miejsce naszym zdaniem należy się Frammingham. Na ostatnim umieścilibyśmy Gibson Bridge, która być może jakością win nie dorównuje sąsiadom, jest za to najmniejszą i najsympatyczniejszą z winiarni, które mieliśmy okazję odwiedzić.
Produkcja wina w Nowej Zelandii na większą skalę rozpoczęła się niecałe trzydzieści lat temu i to właśnie Malborugh był regionem, który ją zapoczątkował. Dziś w samym tylko Malborough można spróbować win z kilkuset winiarni. Niektórzy twierdzą wręcz, że najlepsze Sauvignon Blanc na świecie pochodzi właśnie stąd. Kwestia gustu, z całą pewnością jednak w okolicach Blenheim można znaleźć bardzo dobre wina i miło spędzić czas.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).