Nie wyszło na Tonga, nie powiodło się w Wakatane, udało się za to w Kaikoura. Zobaczyliśmy wieloryba.
Kaikoura to niewielkie miasteczko położone na malowniczym wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej. Otoczona przez czarne plaże, kamieniste wybrzeża i niesamowicie błękitne wody Pacyfiku Kaikoura jest idealnym miejscem na spotkania z morskimi zwierzętami takimi jak kormorany, foki, delfiny, orki czy – zazwyczaj najbardziej wyczekiwane – wieloryby.
Foki można obejrzeć na spacerze. Ich kolonie oznaczone są na mapach, a one same, przyzwyczajone do obecności ludzi, wygrzewają się spokojnie na brzegu i nie zwracają zbytniej uwagi na kręcące się w ich pobliżu osoby. Trzeba mieć jednak wiele szczęścia, żeby z brzegu zobaczyć delfiny lub wieloryby. Zazwyczaj konieczne jest wypłynięcie na morze. W Kaikoura działa kilka firm, które specjalizują się w poszukiwaniu tych zwierząt i są w tym faktycznie dobre. Popłynęliśmy z jedną z nich.
Wieloryby, czy raczej kaszaloty, których szukaliśmy, wypływają na powierzchnię średnio co 35 minut, aby zaczerpnąć powietrza. Pomiędzy wypłynięciami nurkują zazwyczaj na głębokość kilkuset metrów, choć podobno są w stanie zejść nawet na trzy kilometry. Są tym samym najgłębiej nurkującymi ssakami na Ziemi. Należy do nich jeszcze kilka innych rekordów, ale daruję sobie dalsze szczegóły, bo daleko mi do specjalisty, który mógłby wypowiadać się w swoim imieniu (choć po cichu mogę przyznać, że mam pewne nieśmiałe plany powiązane z tematem). Powiem tyle, że wycieczka warta była fatygi i mam nadzieję, że nie było to nasze ostatnie wypłynięcie w morze podczas tej wyprawy.
Z Kaikury ruszyliśmy dalej na południe.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).