ENGLISH
ŚRODA, 23 MAJA 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!


Bloga piszą Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Ushuaia to najbardziej wysunięte na południe miasto na świecie. Fakt ten w oczywisty sposób przyciąga turystów i podróżników. Na szczęście, wbrew naszym obawom, Ushuaia nie była zatłoczona, a wśród przyjezdnych największą grupę stanowili Argentyńczycy podróżujący z plecakami.

Oprócz pobliskiego lodowca i przepięknego parku narodowego Tierra del Fuego, Ushuaia słynie z jeszcze jednej atrakcji: wypraw na Antarktydę. Wycieczka taka trwa zazwyczaj około jedenastu dni i kosztuje majątek. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że istnieją i tańsze wersje tego, co można znaleźć w sieci. Najlepsza oferta to trzy i pół tysiąca dolarów za osobę, ale to promocja promocji, last minute, jeśli nie udało się zapełnić miejsc na statku. Zwykły bilet kosztuje dwa-trzy razy więcej. I tak nas nie stać na taką przyjemność, chociaż perspektywa obejrzenia Antarktydy była bardzo kusząca. Szczątkowych dylematów oszczędził nam fakt, że ostatni statek w tym sezonie wypłynął kilka dni przed naszym przyjazdem.


Z miejsca, które znaleźliśmy pierwszej nocy, wynieśliśmy się następnego dnia rano. Chcieliśmy zostać w mieście na kilka dni, trzeba więc było znaleźć coś – jak to mówią w Ameryce Południowej – bardziej ekonomicznego. Tak trafiliśmy do seniora Orlando, wdowca, który wynajmuje pokoje w swoim domu, który zresztą zbudował własnymi rękami. Oprócz seniora Orlando mieszkał tam też Juan Carlos, policjant, którego wysłano tu z innego regionu, i który wciąż nie znalazł sobie własnego mieszkania. Obaj panowie tworzyli dosyć ciekawy duet, któremu, zadaje się, odpowiadało nasze towarzystwo. Pozostali domownicy zmieniali się dosyć szybko. Byli trzej Francuzi, para z Buenos Aires, jakiś miejscowy chłopak. A Orlando i Juan Carlos niezmiennie siedzieli w salonie, oglądali futbol na zmianę z programami artystycznymi (bo muzyka i sport to według seniora Orlando jedyne rzeczy warte uwagi) i dyskutowali o wielkich problemach tego świata. I tak zostaliśmy tam na pięć nocy.


Na śniadanie, serwowane przez seniora Orlando, załapaliśmy się dopiero trzeciego dnia, kiedy to po raz pierwszy udało nam się wstać przed 10:00. Wreszcie zaczęliśmy odsypiać te tygodnie, kiedy zawsze coś stało na przeszkodzie, żebyśmy przespali więcej niż trzy godziny pod rząd.


Na śniadanie składały się: kawa, herbata, chleb, masło, dżemy oraz, najważniejsze i najbardziej charakterystyczne, dulce de leche czyli nasz polski niedoceniany kajmak. Kajmaku, w przeciwieństwie do naszego kraju, używa się tu bardzo często, tak jako dodatku do ciast i wszelkich innych słodyczy, jak i po prostu jako kremu śniadaniowego. Śniadanie w Argentynie w ogóle jest słodkie i dosyć lekkie. W większości kawiarni oferują nasz ulubiony zestaw „Café con leche con tres medialunas”, czyli kawę z mlekiem z trzema rogalikami, którym często towarzyszy wyżej wymieniony kajmak.


Poza tym w Argentynie je się głównie mięso. Najpopularniejszą formą jest parrilla, czyli mięso grillowane, ale ogólnie mięso w dowolnej postaci jest podstawowym składnikiem każdego posiłku, poza oczywiście śniadaniem. Jak to określił jeden z później poznanych mężczyzn, którego próbowaliśmy poczęstować owocami: „Nie, dziękuję, jestem Argentyńczykiem, nie jadam takich rzeczy. Jem tylko mięso, piję tylko wino i do tego wypalam paczkę papierosów dziennie”. Oprócz wina, które jest wyśmienite i tanie jak barszcz, w Argentynie pija się rzecz jasna yerba mate, która jest równie tania. Ludzi sączących mate można zobaczyć wszędzie: w sklepie, w biurze, na ulicy, a nawet na meczu piłki nożnej.


Innymi typowo „argentyńskimi” daniami są empanadas i pizza. Jadane także w Hiszpanii empanadas to rodzaj pierogów z różnymi nadzieniami. Do najpopularniejszych należą: ser z szynką, kurczak, mięso mielone, szpinak oraz ser roquefort. Pizza z kolei jest jednym z przejawów włoskich wpływów, którymi lubią chwalić się Argentyńczycy. Pizzę sprzedają na każdym rogu i w każdej niemal restauracji. Mimo to znaleźć faktycznie dobrą pizzę nie jest łatwo. Najczęściej spotykaną formą jest pizza na grubym, chlebowym cieście, smakująca jak zwykła podgrzana kanapka. Jeśli chce się mieć pewność, że pizza będzie dobra, należy szukać lokali, które oferują „pizza a la piedra”, czyli tradycyjną włoską pizzę.


Z naszej bazy wypadowej w Ushuaia wybieraliśmy się każdego dnia na krótkie wycieczki na miasto lub na dłuższe spacery, między innymi do dwóch miejsc, z których słynie region, to znaczy pod lodowiec oraz do parku narodowego Tierra del Fuego. I tu mała krytyka: ceny atrakcji turystycznych w Argentynie są nieproporcjonalnie wysokie. Ludzie korzystają z faktu, że jeśli ktoś już przejechał taki szmat drogi, to tak czy inaczej zapłaci, nawet jeśli cena będzie mocno wygórowana. Dlatego też za przejechanie 7 km, które dzielą centrum miasta od lodowca, kierowcy minibusów życzyli sobie od nas kilkadziesiąt złotych. Do lodowca prowadzą ładne i łagodne szlaki, dlatego ostatecznie przeszliśmy się jedynie pod lodowiec i z powrotem.


Podobnie wejściówki oraz transport do parku narodowego są drogie. Ceny biletu nie było jak obejść, ale za to do parku pojechaliśmy stopem, wysiedliśmy przy samej bramie i całą trasę zrobiliśmy na piechotę. Dobry wybór, bo park narodowy Tierra del Fuego jest po prostu niesamowity. Zajmuje jedną z pierwszych lokat na liście najbardziej malowniczych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas tej podróży. Moim zdaniem wygrywa nawet z Wyspą Południową Nowej Zelandii, chociaż podejrzewam, że opinia ta mogłaby być nieco inna, gdybyśmy trafili tu w innym czasie. Na Ziemi Ognistej zaczyna się właśnie jesień i drzewa przybrały piękny pomarańczowy kolor, który podkreślało świecące niemal cały dzień słońce. Jesieni nie widzieliśmy od półtora roku, tym milej było pospacerować po suchych, drobnych liściach i tym bardziej podobał się nam krajobraz.


Jesień na Ziemi Ognistej oznacza też, że jest zimno. Temperatura może nie jest taka zła, ale strasznie wieje. Ciepłych ubrań nie mamy ze sobą wiele, trochę marzniemy, dlatego powoli czas zacząć wracać na ciepłą Północ. Ale po drodze jeszcze kilka pomniejszych przystanków.

KOMENTARZE:

Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl