SYLWESTER
Spędziliśmy go w Jogjy, włócząc się po ulicach. Zamiast tego chcieliśmy wejść na wulkan Merapi. Okoliczni przewodnicy oferują nocny trekking, początek ok. 22:00, a następnie kilka godzin marszu tak, aby znaleźć się na szczycie przed wschodem słońca. Merapi okazał się jednak być nieco zbyt aktywny, więc pomysł musiał upaść.
W sylwestrowy wieczór trafiliśmy na koncert uliczny z udziałem mieszkańców starej części Jogjy. Kilku mężczyzn z instrumentami siedziało na czymś w rodzaju ganku i grało. Osoby na wokalu zmieniały się co chwilę. Po skończonym utworze po prostu ktoś z osób siedzących w okolicy wstawał i zaczynał śpiewać, a kapela mu wtórowała. Czasami była to nawet osoba przechodząca ulicą, którą ktoś zawołał i zaprosił do wzięcia udziału. Do śpiewania zaproszono także nas, ale my, beztalencia, woleliśmy słuchać. Muzyka bardzo pozytywnie nas zaskoczyła, przypominała raczej klimaty latynoamerykańskie niż azjatyckie. Dobry sposób na spędzenie ostatniego wieczoru w roku.
Nieco przed północą poszliśmy na Malioboro, ulicę, na której zebrał się tłum ludzi, żeby wspólnie przywitać Nowy Rok. Puszczali mnóstwo fajerwerków i cieszyli się przy tym jak dzieci. Przed dwunastą nie było żadnego odliczania, a dziesięć minut po północy było po wszystkim. Koniec imprezy, ludzie rozeszli się do domów, a ulicę znów otworzono dla samochodów.
Pospacerowaliśmy jeszcze jakiś czas po mieście, poszliśmy spróbować lokalnego specjału – kopi jus – rodzaju kawy podawanej z gorącym węglem wrzuconym do szklanki i, o nieprzyzwoicie jak na Nowy Rok wczesnej godzinie, wróciliśmy do naszego pokoju.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).