ENGLISH
WTOREK, 22 MAJA 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!


Bloga piszą Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

SINGAPUR
Wróciliśmy do Couch Surfingu. Od dłuższego czasu jakoś nie wychodziło nam umawianie się z hostami. Po pierwsze, żeby móc się sensownie z kimś umówić, należy wiedzieć z kilkudniowym wyprzedzeniem gdzie i, mniej więcej, o której się będzie. Pisanie dzień wcześniej wieczorem, choć czasami przynosi pozytywne rezultaty, jest raczej w złym tonie. W większości wypadków nawet więc nie próbowaliśmy. Chcieliśmy umówić się z kimś w Indiach, ale, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, większość hostów ma na swoim profilu komentarz w stylu „a tak przy okazji to jestem przewodnikiem i za niewielką opłatą mogę ci pokazać miasto”. Biorąc pod uwagę, że ceny noclegów w południowej Azji są dosyć przystępne, zrezygnowaliśmy z szukania kogoś na siłę.

W Singapurze umówiliśmy się z Azharem. Okazało się, że nałożyło mu się kilka wizyt i oprócz nas w mieszkaniu było jeszcze czworo couch surferów. Wszyscy czworo z Polski. Azhar twierdził, że to żaden problem, miejsce się znajdzie. Zapomniał tylko zapytać o zdanie żony. Małe mieszkanie, dwójka dzieci, pomoc domowa mieszkająca z rodziną. Nic dziwnego, że Siti, która właśnie szykowała się do wyjazdu do Jordanii – swoich pierwszych od lat wakacji – nie była zachwycona. Mimo to przyjęła nas miło, ale mężowi prawdopodobnie konkretnie się oberwało.


Singapur to wielkie centrum handlowe. Sklep na sklepie, galeria na galerii. A wszystko to czyste i dobrze zorganizowane. Pierwsze miejsce od wielu tygodni, gdzie (wypolerowane na błysk) samochody zatrzymują się przed przejściem dla pieszych, a po ulicach nie walają się śmieci. Jest to też prawdopodobnie pierwsze miasto od wyjechania z Europy (choć muszę przyznać, że nie sprawdzaliśmy tego w każdym mieście), w którym istnieje coś takiego jak miejski transport nocny. Aż ciężko uwierzyć, że to wciąż Azja.


W Singapurze, na powierzchni nieco ponad 700 km kwadratowych, żyje ponad pięć milionów osób. Tłoku nie widać, bo większość ludzi mieszka piętrowo, w wysokich, najczęściej państwowych blokach, a nie jak w pozostałej części Azji w niskich segmentach. W jednym z takich właśnie bloków mieszkają Hazar i Siti.


To, co najbardziej podobało nam się w Singapurze, to bardzo tanie i nowoczesne centra sportowe. Za wejście na basen (dwa baseny olimpijskie, jeden kryty, drugi odkryty, zjeżdżalnie, brodziki etc.) w weekend i na nieograniczony czas, zapłaciliśmy jakieś 8 zł. Tak powinno być w każdym kraju.

KOMENTARZE:

Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl