O KOREI I KOREAŃCZYKACH OGÓLNIE
Koreańczycy to nie są prawdziwi ludzie. Są narysowani. Powyłazili ze swoich własnych kreskówek, biegają, cieszą się i chichoczą chowając się za większymi przedmiotami. Infantylni do granic możliwości. Uwielbiam ich:) Nie spotkałam się jeszcze nigdzie z taką życzliwością. Wszyscy co do jednego uśmiechnięci i bardzo pomocni.
Wystarczy stanąć gdzieś (na przykład przed mapą) z głupią miną, a zaraz ktoś podejdzie zapytać czy przypadkiem nie potrzebujemy pomocy. Potrąć kogoś niechcący, to cię przeprosi i będzie się do tego cieszył. Przestępczość w Korei mają prawie zerową i jakoś nas to nie dziwi. Zero tolerancji dla broni i narkotyków. Na stadionie, na którym byliśmy, nie było ochrony. Policji też nigdzie ani śladu. Pierwsze miejsce w Azji, w którym czujemy, że ceny są dla nas takie same jak dla tubylców.
Do tego kraj jest przepiękny. Maleńki jak na taką liczbę ludzi: w Korei Południowej na powierzchni około 100 tysięcy kilometrów kwadratowych żyje 49 milionów ludzi. Straszny tłok, szczególnie w porównaniu z Mongolią, w której na ponad 1,5 miliona kilometrach kwadratowych mieszka zaledwie 2,7 miliona osób (czyli tyle, ile ma Budapeszt na terenie jakieś 17 razy większym od całych Węgier). Ale ścisk nie jest wcale odczuwalny.
Koreańczycy są na tyle dobrze zorganizowani, że nigdzie nie ma kolejek. Ani na stacjach, ani w dużym supermarkecie w niedzielę po południu. Wszystko jest pomyślane tak, żeby ułatwić mieszkańcom i przyjezdnym życie. Turystów w Korei nie ma zbyt wiele, ale są na nich bardzo dobrze przygotowani. Pomijam angielskie tłumaczenia w Seulu, mapy i dobre oznakowanie. Poza nimi mają bardzo dobrze przygotowaną informację turystyczną z darmowym Internetem i również darmowym telefonem do połączeń międzynarodowych. Do tego materiały o każdym regionie i każdym aspekcie koreańskiej kultury. Gruby przewodnik łącznie z popularnymi zwrotami, alfabetem etc., za który w każdym innym kraju trzeba byłoby zapłacić, tu jest za darmo. Na ich oficjalnej stronie znaleźć można także darmowe lekcje do nauki koreańskiego.
Poza tym mają czym się pochwalić. Jest tu wszystko: góry, jeziora, czyste i ciepłe morze. Każdy zakątek kraju ma wygodne i szybkie połączenia z Seulem. W najtańszym autobusie, który był nowoczesny, bardzo czysty i wygodny, po angielsku ogłaszają, za ile się dojedzie i gdzie, ile będzie trwać przerwa itd.
Są i drobne niedogodności, ale to szczegóły. Na przykład brak koszy na śmieci na ulicach. Za to nadrabiają toaletami publicznymi, w których zawsze jest papier i mydło (w jednej znalazłam nawet urządzenie, które wydaje odgłosy płynącej wody. Nie wiem po co, mam dwie teorie, ale pozostawię to do indywidualnej interpretacji). Sporo wspominam o toaletach, wiem, ale moim zdaniem jest to aspekt, który dosyć dobrze oddaje mentalność danej narodowości. Porównanie czystych łazienek koreańskich z chińskimi toaletami, które w większości składają się z nieprzedzielonych nawet ścianką dziur w podłodze, zupełnie jakby kilka osób kucnęło sobie w jednym lub dwóch rzędach w lesie, do tego żadnego papieru, mydła, często brak wody czy chociażby kosza na śmieci daje do myślenia. No i język. Koreańczycy mają problem z angielskim. Większość umie go lub rozumie przynajmniej na jakimś bardzo podstawowym poziomie, trudność sprawia im wymowa. Podobno jest to wina systemu szkolnictwa, gdzie nie mają zbytnio konwersacji. Ale za to chcą się porozumiewać, próbują w ten czy inny sposób, to już nie rosyjskie „niet!”.
W Korei bardzo dużą rolę odgrywa wiek. Mają siedem różnych systemów zwracania się do drugiej osoby czy mówienia o innych w zależności od jej pozycji w hierarchii społecznej, a podstawą do oceny tej pozycji jest właśnie wiek. Już różnica jednego roku sprawia, że trzeba używać form grzecznościowych, czyli osiemnastolatek do dziewiętnastolatka musi zwracać się z szacunkiem.
To samo w rodzinie. Zawsze ktoś jest wyżej. Zapytaliśmy, co w przypadku bliźniąt, czy wśród nich też ktoś jest wyżej. Theo nie był do końca pewien, ale stwierdził, że najprawdopodobniej ten, który wyszedł jako drugi będzie się musiał zwracać z szacunkiem do „starszego”. Czyli gdybym urodziła się w Korei pewnie musiałabym używać form grzecznościowych w rozmowie z moimi braćmi. Biorąc pod uwagę ten aspekt chyba wolę Polskę, ale ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy Koreą zachwyceni.
SEUL
Jeśli spośród tych miejsc, w których byliśmy do tej pory, mielibyśmy wybrać jedno, żeby w nim zamieszkać, bez wątpienia byłby to Seul. Miasto do razu po przylocie robi dobre wrażenie. Lotnisko znajduje się na wyspie, do samego Seulu trzeba trochę dojechać, można to zrobić doprowadzonym aż do wyspy metrem. Seul ma najlepszy system metra, jaki kiedykolwiek widzieliśmy.
Jest on wciąż rozbudowywany, a mapa rozbudowy zaplanowanej na najbliższy czas robi wrażenie. Duży plus. Na nasz pobyt w stolicy Korei umówiliśmy się z Theo. Chłopak około dwudziestoczteroletni, przesympatyczny, w marcu wrócił z trwającej 600 dni samotnej podróży po świecie. Obecnie uczy się wszystkiego, czego może, łącznie z magią, grą na klarnecie i skrzypcach, teakwondo oraz ze czterema językami. Spędziliśmy u niego trzy noce.
W Seulu jest niesamowita ilość sklepów, barów, piekarni i usług. W Pekinie było tego dużo, tu jest jeszcze więcej. Odnosi się wrażenie, że nikt nie gotuje w domu, wszyscy jedzą w barach. Miasto położone na nieco górzystym terenie, bardzo dobrze oznakowane. Napisy są w dwóch językach: koreańskim i angielskim. W mieście trudno się zgubić. Wszystko jest zadbane i zrobione w przemyślany sposób, aż samo się nasuwa określenie user-friendly.
Podobno Seul jest drogi. Na pewno w porównaniu do Chin czy Indii ceny są o wiele wyższe, ale nie jest droższy od Polski. Nasz czas w Seulu spędziliśmy kręcąc się po tradycyjnych targowiskach, małych barach i starych pałacach. O tej porze roku jest wciąż dosyć gorąco, a biorąc pod uwagę wilgotność powietrza miasto nie jest najlepszym miejscem na dłuższy pobyt, dlatego na nasz pięciodniowy odpoczynek postanowiliśmy pojechać gdzieś nad morze. Wybór jest szeroki szczególnie, że sezon wakacyjny skończył się jeden dzień przed zaplanowanym przez nas wyjazdem.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).