Gdybym pisała przewodnik po Tongatapu, te właśnie dwie rzeczy – nurkowanie i wieczór w 'Oholei – znalazłyby się w nim jako główne atrakcje wyspy.
Na nurkowanie przy wyspach Tonga najlepiej wybrać się w czasie, na który my nie trafiliśmy, to znaczy pomiędzy czerwcem a listopadem. W pobliże królestwa w ciągu tych kilku miesięcy przypływają wieloryby i wiele agencji oferuje programy w stylu „pływanie z wielorybami”. Poza sezonem nurkować oczywiście wciąż warto, przez cały rok rafa jest pełna życia. Ciężej jest za to znaleźć otwarte centrum nurkowe. W czasie naszego pobytu jedynym otwartym miejscem było Deep Blue – firma, której właściciele dość nietypowo nie są ani Anglikami, ani Holendrami, ani Niemcami, ani nawet Nowozelandczykami, ale Tongijczykami. Popłynięcie z miejscowymi jest ciekawym doświadczeniem, choć w porównaniu z zachodnimi centrami jakość usług jest nieco niższa.
Na Tonga, podobnie jak i w Azji, ludzie w ogóle nie bardzo liczą się z jakością. Jakość (tak jak i na przykład prywatność) jest pojęciem europejskim, tu zupełnie obcym i jakby niepotrzebnym. Ubranie to ubranie, jedzenie to jedzenie i nieważne, że jedno jest plastikowe, a drugie nafaszerowane chemią. Tongijczycy lubią jeść i jedzą byle co, byle jak, byle więcej, w czym pomagają im chińskie sklepy z tanimi produktami. Dlatego też niemal każdy dorosły mieszkaniec Tonga ma kilkadziesiąt kilo nadwagi. Wielka szkoda, bo są to piękni ludzie, wysocy i muskularni, przy niewielkim wysiłku stają się chodzącymi rzeźbami. Ale im wszystko jedno. Bardziej zainteresowane tym faktem są reprezentacje narodowe Australii i Nowej Zelandii w rugby, które spośród ex-wyspiarzy rekrutują sporą część swojej kadry.
Wieczór w 'Oholei składa się z dwóch głównych części: z kolacji, do której przygrywa lokalna kapela oraz z przedstawienia w Hine Cave. Jedzenie podawane jest w formie bufetu, w którego skład wchodzą typowe tongijskie potrawy, jakich ciężko jest spróbować gdzie indziej. Przed otwarciem bufetu cała obsługa zbiera się na scenie i pieśnią oraz modlitwą dziękuje Jezusowi za jedzenie i łaski, a także prosi o błogosławieństwo dla klientów. W podobny sposób kończy się też cały wieczór.
Po kolacji przechodzi się do jaskini, gdzie odbywa się reszta programu – około półtoragodzinny pokaz tongijskich tradycyjnych tańców zakończony fireshow. Wieczór prowadzi właściciel 'Oholei, komik z urodzenia. Męskie tańce są energiczne i żywiołowe, ogląda się je z przyjemnością. Tańce kobiet za to nie bardzo przypadły mi do gustu. Nie ma w nich odrobiny radości, jest tylko wyraźny społeczny nakaz bycia delikatną i skromną. Większość z tych tańców polegała na staniu na ugiętych nogach i poruszaniu dłońmi w takt muzyki. Nie spodobał mi się też zwyczaj upychania tancerkom dolarów za sukienki (z braku innego słowa nazwijmy to sukienkami), choć one same prawdopodobnie cieszyły się z pieniędzy.
Na Tonga przyjeżdża się głównie dla plaż. Poza wyżej wymienionymi, nie ma tu wielu atrakcji. Trudno przynajmniej w części nie zgodzić się z opinią samych mieszkańców, że Tonga to najnudniejsze miejsce na świecie.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).