Wylądowaliśmy w Auckland. Na całą Nową Zelandię mamy około trzech tygodni. Niewiele, państwowy transport jest koszmarnie drogi, zrobiliśmy więc to, co robi większość przyjeżdżających do Nowej Zelandii – wynajęliśmy samochód. Myśleliśmy o vanie, ale po długich kalkulacjach wyszło nam, że się nie opłaca. Mamy w końcu namiot, w Nowej Zelandii istnieje budżetowa baza noclegowa, wciąż jest CS (z czego skorzystaliśmy już w Auckland, śpiąc u Anthony'ego), no i od jednej firmy dostaliśmy dobrą ofertę. Zamiast jednego samochodu wynajęli nam dwa różne: jeden na Wyspę Południową, drugi na Północną, przy czym cenowo policzyli nam jak za wynajem jednego samochodu powyżej piętnastu dni. Tym samym uniknęliśmy płacenia za transport samochodu pomiędzy wyspami, co oznacza, że jesteśmy jakieś dwieście dolarów do przodu.
Pierwszym naszym kontaktem z Nowozelandczykami była kontrola graniczna. Są bardziej restrykcyjni niż Australijczycy. Dziesięć razy sprawdziliśmy, czy na pewno nie mamy żadnego jedzenia, czegoś zrobionego z drewna, muszli etc. Za niezadeklarowanie najdrobniejszej rzeczy grożą bardzo wysokie kary. Musieliśmy też wypakować cały sprzęt do biwakowania. W pokoju, na zapleczu, wytrzepano nasz nieużywany od września namiot i umyto nam buty trekkingowe (za co serdecznie dziękujemy), żeby upewnić się, że nie wnosimy do Nowej Zelandii żadnych bakterii, nasion, zdechłych owadów itd.
Po trzech nocach w Auckland ruszyliśmy na południe. Wyjazd opóźnił się nieznacznie, bo człowiek, który wynajmował samochód przed nami, wyjeżdżając z salonu, wjechał prosto w autobus. Nic się nikomu nie stało, samochód ledwie zadrapany, ale obsługa musiała ponownie zająć się poprzednim klientem.
Na pierwszy postój Peter wybrał Wakatane. Miał być to prezent walentynkowy dla mnie: pływanie z delfinami, fokami i, przy odrobinie szczęścia, z wielorybami. Szczęścia mięliśmy raczej mało. Wielorybów nie ma tu wiele, przepływają tędy jedynie od czasu do czasu i nie udało nam się zobaczyć żadnego. W miejscu, gdzie zazwyczaj można pobawić się z fokami, fale tego dnia były zbyt silne i fokom nie chciało się wypływać, więc mogliśmy jedynie obejrzeć je z łódki i to z pewnej odległości. Nie szkodzi, spotkamy je jeszcze na Wyspie Południowej. Delfinów były za to setki. Trafiliśmy na ich okres godowy, czego my byśmy pewnie nie rozpoznali po ich zachowaniu, ale nasz przewodnik twierdził, że jesteśmy świadkami prawdziwej orgii.
Woda w oceanie miała (podobno) 22 stopnie. My w piankach trzęśliśmy się z zimna. Już w Auckland zauważyliśmy, że to nie tropiki. Pogoda przypomina wrzesień w Polsce. Za dnia i w słońcu jest bardzo miło, ale w nocy (przynajmniej nam) potrzebna jest kurtka i długie spodnie. Chyba rozpieściły nas za bardzo tropikalne plaże.
Po drodze do Turangi, w której to spędziliśmy kolejną noc, zatrzymaliśmy się w Rotorua, gdzie w parku Kuriau można obejrzeć gorące źródła błotne. Nowa Zelandia położona jest na wyspach wulkanicznych, zapach siarki jest bardzo charakterystyczny dla tego kraju.
Ostatnim miejscem, jakie tym razem odwiedziliśmy na Wyspie Północnej, było Wellington. Zatrzymaliśmy się u znajomego, Roberto, rumuńskiego artysty, z którym Peter pracował w Warszawie. Wellington, stolica Nowej Zelandii, ma 400 000 mieszkańców. Centrum miasta jest malutkie, a części mieszkalne rozciągnięte są po okolicznych wzgórzach. Podobnie jak w Auckland, wszyscy chcą mieszkać w domach na obrzeżach, a nie w mieszkaniach, przez co miasta zajmują nieproporcjonalnie duże powierzchnie w porównaniu z liczbą zamieszkujących je ludzi.
Samo Wellington jest miłym, zadbanym miastem, co nie było dla nas niespodzianką, bo wszystko, co do tej pory widzieliśmy w tym kraju, było miłe i zadbane. Ludzie są otwarci i bezproblemowi. Wydaje się, że każdy zawód jest tu traktowany z szacunkiem i opłacany sensownie, dzięki czemu wszyscy, łącznie z kontrolerami biletów i sprzedawcami, są zadowoleni, uśmiechnięci i bardzo pomocni. Czasami trąci to sztucznością, ale w granicach rozsądku.
Na razie zostawiamy Wyspę Północną. Mamy jeszcze w związku z nią plany, dlatego wrócimy do niej za dziesięć dni, które mamy zamiar spędzić na Wyspie Południowej.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).