KAWIARNIE W NIŻNYM NOWOGRODZIE
W zasadzie, pomimo swojej nazwy, nie są to kawiarnie, ale bary z pełnym menu obiadowym, wódką i muzyką na żywo (starsi panowie w białych podkoszulkach i programem do karaoke). Wyszliśmy wieczorem, koło godziny 21:00, bez żalu zrezygnowaliśmy z pomysłu jechania do centrum miasta, postanowiliśmy zjeść coś w lokalnym barze. Podobnie jak sklepy spożywcze i warsztaty samochodowe, kawiarnie często otwarte są przez całą dobę. W pierwszym miejscu zamówiliśmy kolację. Bardzo dobre pielmieni, ceny normalne, obsługa miła. W drugim barze, gdzie wstąpiliśmy tylko na piwo, trafiliśmy na mini dyskotekę. Mogłaby być to w zasadzie jakakolwiek mniejsza miejscowość w Polsce czy na Węgrzech, jedyne, co zwraca uwagę, to samochody. Każde zaparkowane przed barem auto musiało być warte fortunę, chociaż po ludziach nie było specjalnie widać, żeby mieli za dużo pieniędzy. Po mieście takich samochodów jeździ tyle, co i kilkudziesięcioletnich maszyn typu Lada, które o wiele bardziej pasują do atmosfery tego miejsca.
Niżny Nowogród sam w sobie jest zupełnie wyblakły. Na każdym kroku spotyka się zawalone budynki, a większość tych, które stoją, ma powybijane szyby lub przynajmniej z ich ścian odpada tynk. Nawet jeśli coś jest kolorowe, ginie zupełnie w natłoku tej szarości. Drobnym wyjątkiem jest deptak, na którym da się znaleźć kilka milszych oku miejsc, ale i on nie grzeszy urodą, poza tym ceny tam już nie są takie przyjazne. W mieście nie brakuje ładnych budynków, mogłoby to być zupełnie fajne miejsce, jeśli komuś chciałoby się o nie zadbać. Ale zdaje się, że nie ma komu.
NIŻNY NOWOGRÓD
Wjechaliśmy tylko nieco bardziej w głąb Rosji i już zaczęły się kłopoty. W Niżnym Nowogrodzie postanowiliśmy skorzystać z hostelu. W sieci nie bardzo dało się coś znaleźć, stwierdziliśmy, że znajdzie się na miejscu. Niestety, na stacji żadnych reklam, informacji, nikt o żadnym hostelu/hotelu/pokojach do wynajęcia w ogóle nie słyszał. Zaczepiliśmy jakąś turystkę, która miała przewodnik. Julia, nauczycielka z Francji, robi coś podobnego jak my, tyle że jedzie sama i zaplanowała podróż na osiem miesięcy. Wypiliśmy razem kawę i spisaliśmy adresy. Z Julią spotkamy się nad Bajkałem, zatrzymujemy się w tym samym miejscu i mniej więcej tym samym czasie.
Miejsca, które wymieniał przewodnik, były zajęte. Po jakimś czasie znaleźliśmy wolny pokój, nieco droższy niż byśmy chcieli, ale zdecydowaliśmy się zostać. Zanieśliśmy plecaki na górę, a Peter zszedł z paszportami. Po dziesięciu minutach wrócił z nowiną - nie możemy zostać, bo pani z recepcji potrzebuje zaświadczenia z ostatniego miejsca, w którym spaliśmy, a także z wszystkich poprzednich od czasu wjechania do Rosji. Bilet na nocny pociąg z Moskwy nie wystarcza, jeśli spaliśmy u znajomych, musimy pokazać przynajmniej wszystkie wcześniejsze bilety. Takie prawo. Ani Peterowi, ani mi nie udało się jej przekonać do ominięcia tego przepisu, ale była na tyle miła, że zadzwoniła do innych miejsc w mieście, żeby znaleźć nocleg, w którym przyjmą nas bez poprzednich „rejestracji”. Udało się dopiero w piątym, położonym gdzieś na peryferiach, hosteliku, około 45 minut autobusem z przesiadką. Przynajmniej cena jest normalna, a my po drodze obejrzeliśmy sobie miasto.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).