W pobliżu naszej zachodniej granicy, na południowym zachodzie województwa lubuskiego, można poczuć się prawdziwym odkrywcą. Na Łuku Mużakowskim, czyli wielkiej morenie czołowej lodowca, który zawędrował tu najdalej na południe 450000 lat temu, można odkryć jeziorka zadziwiające rozmaitością kolorów. Powstały one w skutek działalności człowieka. Lodowiec pchając przed sobą masy ziemi spychał wraz z nią pokłady węgla brunatnego, leżące tutaj dość płytko i w dużej ilości. Węgiel został wyniesiony na powierzchnię. Jego dostępność spowodowała, że został wydobywany już od 1845 roku na dużą skalę. Wyrobiska po wydobytym węglu wypełniła po jakimś czasie woda. Jak to wygląda obecnie możecie zobaczyć poniżej.
Pierwsze jeziorko znalazłem w pobliżu miejscowości Nowe Czaple. Tu było dość łatwo, pomogli mieszkańcy. Nie ma tu żadnych szlaków turystycznych. Do tego jeziorka prowadziła ścieżka. Dalej nie było już śladów człowieka.
W pobliżu można znaleźć jeszcze kawałki węgla brunatnego leżące na powierzchni.
Brzegi jeziora w skutek erozji poprzecinane są małymi wąwozami. Rośliny nie znajdują tu sprzyjających warunków do rozwoju.
Krajobraz przypomina (oczywiście w miniaturze) ten spotykany w Kapadocji.
Niestety nie ma też żadnych dostępnych map turystycznych tego terenu. Ja korzystałem ze zdjęć satelitarnych.
Następne jezioro, a potem cały ich kompleks znalazłem na południowy wschód od Łęknicy. To największe z nich, nazywane Afryką ze względu na kształt.
Wzdłuż jeziora nie ma żadnej ścieżki. Miejscami trzeba pokonywać strome skarpy lub brodzić po wodzie.
Kolor jeziora bierze się z dużej ilości związków żelaza.
Lodowiec spychając ogromne ilości ziemi poprzemieszczał jej różne pokłady.
Woda przez 100 lat rozpuszczała różne związki i zabarwiała się na przeróżne kolory. Ta tak malownicza woda to w rzeczywistości słaby kwas żelazowy. Nie polecam kąpieli chyba, że ktoś lubi tak ekstremalne wyzwania.
Na powierzchni wody dodatkowe dekoracje tworzyły się z pyłku sosny.
Do tego jeziorka nie trafił nawet pan przewodnik z Parku Mużakowskiego, który próbuje rozpropagować te cuda natury.
Tutaj dominujące wydają się być związki siarki. Woda jest mętna. Bałem się o swoje buty. Nie byłem pewien czy są kwasoodporne. Jakoś wytrzymały.
W lesie otaczającym jeziorka brak dróg. Trudno zorientować się w terenie. Widoczność ograniczają gęste zarośla.
…
Jednak widoki są niesamowite.
…
…
…
Następne jeziorko ma już inną barwę pomimo tego, że są połączone i woda z siarkowego przepływa do tego brązowego. Widocznie w nim więcej jest związków żelaza.
Poziom wody i jej skład chemiczny musi się zmieniać z upływem lat. Świadczą o tym zamarłe drzew w tafli jeziorek.
Na przewróconych drzewach osadzają się rozpuszczone minerały. To już kolejny zbiornik.
A tu następny.
Ten miał naprawdę niesamowity kolor. Wypatrywałem w toni wody oznak życia. Nie znalazłem.
…
…
…
Po przejściu około 300 metrów i mając jeszcze w głowie te piekielne widoki, trafiłem do raju. Toż to prawie Wielka Rafa Koralowa.
Tutaj na wodę tak zadziałały związki wapnia. Pokłady kredy tworzyły brzegi tego jeziora.
Szmaragdowa woda pełna była życia. A za tą ścianą lasu znajdował się przecież prawdziwy Mordor.
…
Było pięknie.
…
Po lekkim błądzeniu trafiłem z powrotem nad Afrykę. Byłem już w domu, te strony już znałem.
Zadziwiające, że w tak niesamowitej okolicy musiałem wydeptywać ścieżki. Poczułem się wreszcie jak prawdziwy odkrywca.
Ale nie mogłem się też nadziwić, że nikt nie wpadł na pomysł, aby te wszystkie cuda udostępnić. A może to i dobrze. Nie poczułbym się jak Kolumb. Biegnijcie szybko...warto. A obok jest jeszcze Park Mużakowski.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).