Szklane wieżowce, szybka i cicha komunikacja – centrum kapitalizmu na miarę XXI wieku. Na razie to tylko miasto-wizja, ale powstaje w pośpiechu, dzięki finansowemu wsparciu międzynarodowego biznesu, wdzierając się na wileńską Starówkę.
Okresem nerwowego unowocześniania po dziesięcioleciach zastoju były dla Wilna również lata dwudzieste minionego wieku. Miasto nie miało jednak wówczas szczęścia do architektów. W ratuszu miejskim inżynierowie podejmowali decyzje o wyburzaniu starych i cennych obiektów, by na ich miejscu lokować nowe budynki. Dzięki staraniom Ferdynanda Ruszczyca w urzędzie zatrudniono Jana Bułhaka, który utrwalał na kliszy ostatnie chwile architektonicznych skazańców.
Prawie stulecie później budowa nowoczesnego city kosztem zabytkowej tkanki miasta może zepchnąć Wilno z prestiżowej Listy Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Przy okazji tej modernizacji ujawniono wiele afer korupcyjnych nieprawidłowości, co nie jest niczym szczególnym w młodej demokracji. Wilnianie obojętnie machają na to ręką i śpiesząc się do swoich miejsc pracy, zwykle bez refleksji spoglądają na tę architekturę nowej generacji.
Kiedy w sobotę rano, po całonocnej podróży, wychodzę z autobusu, inni pasażerowie żegnają się ze mną słowami „do jutra”, bo Wilno, mimo że już za granicą, ale całkiem blisko (stąd mam już tylko sześćset kilometrów do domu), zwykle traktowane jest jak dobre miejsce na weekendowy wypad.
MIASTO WIELU NARODÓW
Stolica Litwy przypomina trochę panoptikum z wieloma osobliwościami, których poznanie, jeśli chcemy uniknąć wybiórczości, wymaga czasu.
To, że Wilno leży w niewielkim kraju i niedaleko stąd do sąsiadów, nadało miastu charakter pogranicza z całą gmatwaniną narodowości i języków oraz substancji pośredniej, która wytworzyła się z ich wzajemnego przenikania. Bo to jest niby orient – jak powiedział kiedyś o mieście swojej młodości Czesław Miłosz – trochę takie, jak sobie wyobrażam miasta Małej Azji, trochę z Europy, z barokiem i gotykiem.
Wpływy te najbardziej widoczne są w architekturze, bo cerkwie prawosławne będące jeszcze obcym wtrętem na polsko-litewskim pograniczu, są nieodłącznym elementem wileńskiego krajobrazu i podczas gdy katoliccy pielgrzymi przy głosie dzwonów kościoła od św. Teresy tłumnie zmierzają ku kaplicy ze słynnym Obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej, prawosławni modlą się w stojącej obok cerkwi śś. Konstantego i Michała.
W mieście jest ponad czterdzieści świątyń i - jak mówią z dumą wilnianie - Rzym by się ich nie powstydził. Kościelne powietrze przenika ulice, więc jeśli będąc w Wilnie nie widzisz kościoła, przejdź jakieś pięć kroków. Jeśli nadal nie widzisz kościoła, to znaczy, że nie jesteś w Wilnie.
Ale w Wilnie, nazywanym „Jerozolimą Północy”, jest również kenesa karaimska i synagoga, jedyna jaka przetrwała eksterminację nieodłącznej przed wojną i barwnej diaspory żydowskiej. W mieście stał też drewniany meczet, którego wnętrze z modlącymi się Tatarami przedstawia obraz Franciszka Smuglewicza.
Rondo przed dworcem kolejowym to główny węzeł miasta, jego centrum i przystanek, gdzie spotykają się wilnianie, dojeżdżający miejskimi autobusami i trolejbusami, które tu kończą i zaczynają trasę, oraz mieszkańcy podwileńskich zaścianków, wysiadający z pociągów podmiejskich. Większość wilnian – Litwinów, Polaków i Rosjan, a także Białorusinów, Ukraińców, Tatarów, Greków i Niemców – mówi biegle trzema językami. Jest jeszcze jeden język, koine, nazywany po prostu „tutejszym”. Przy dworcu można usłyszeć tę mowę i choć słowa są pomieszane, można zrozumieć, że ludzie zwykle mówią o jednym: kiedyś żyło się tu lżej. Stojący przy rondzie Hotel Giñtaras (Bursztyn), dawniej dostępny głównie dla dewizowych turystów, jest symbolem tamtych „lepszych” czasów.
Polacy – „wilniuki”, zakorzenieni tu od pokoleń, zachowali swój język, choć przeplatany litwinizmami, czy tak charakterystycznymi dla kresowiaków rusycyzmami. Bogactwo gwary wileńskiej można poznać sięgając po ukazującą się w Wilnie prasę polskojęzyczną: dziennik „Kurier Wileński”, „Tygodnik Wileńszczyzny”, miesięcznik „Magazyn Wileński” i kwartalnik „Znad Wilii”. Wprawdzie nie odzwierciedla ona fonii, ale tej można posłuchać włączając nadające w Wilnie polskie „Radio znad Wilii”.
WILEŃSKIE PRZEMIANY
Zwiedzanie miasta zaczynam od Placu Katedralnego, nad którym rozpościera się Góra Zamkowa, jedno ze słynnych wzgórz wileńskich. 48 metrów różnicy poziomów jest dla mnie do osiągnięcia. Dołączam więc do turystów, którzy gęsiego wspinają się na wierzchołek wzgórza, by obejrzeć panoramę najczęściej utrwalaną w albumach wileńskich – regularną układankę spatynowanych, czerwonych dachów z odcinającymi się od nich wieżami kościołów i kopułami cerkwi. Stąd jak na dłoni widać, że miasto zajmuje nieckę otoczoną dość wysokimi wzniesieniami i przeciętą dwiema rzekami – Wilią i Wilejką, które się tu spotykają. Jest jeszcze jedna rzeka, legendarna podziemna Koczerga, ale tej jeszcze nikt nie widział. Przepływa gdzieś pod spodem, pod katedrą i łączy się z Wilią.
Powojenne dzielnice mieszkaniowe, wzniesione na obrzeżach Wilna lub we wsiach dawniej je okalających, a obecnie wchłoniętych przez miasto, są dobrze wkomponowane w jego przyrodnicze środowisko. Na szczęście dla miasta nie udało się zrealizować projektu powojennych architektów, polegającego na połączeniu historycznego centrum z obiektami socrealistycznymi.
Zabudowa miasta, zarówno jej część historyczna, jak i nowoczesna, ma niski charakter i tym różni się od innych europejskich stolic. Zaledwie kilka obiektów to wysokościowce, ale nawet i te udało się nieźle wkomponować. Przykładem takiej udanej dysharmonii są Ślipiszki – dzielnica po drugiej stronie Wilii, gdzie drewniane domy z jeszcze przedwojenną metryką, pomalowane na intensywne kolory, dobrze się odnalazły w sąsiedztwie współczesnych biurowców.
Stara, drewniana zabudowa, gdzie ludzie nadal chodzą z wiadrami do pompy po wodę, jest również na Lipówce, przy ulicy Savanorių, nazywanej przez Polaków Dobrą Radą, a także przy ulicy Basanavičiusa, znanej z jedynego na świecie pomnika Franka Zappy i polskiego przed wojną, a dziś rosyjskiego Teatru na Pohulance, na którego deskach występowały: Hanka Ordonówna, Hanka Bielicka, Irena Kwiatkowska oraz Alina Janowska. W 2000 roku w teatrze tym wystawiono poetycki spektakl na podstawie wierszy Czesława Miłosza. Wśród publiczności obecny był sam noblista, który wielokrotnie do Wilna powracał, chociażby z okazji odbywających się w mieście dorocznych Spotkań Poetyckich Maj nad Wilią.
Kręgosłupem miasta jest prospekt Giedymina. Reprezentacyjna ulica, która ciągnie się od zachodniej fasady wileńskiej katedry do placu Łukiszki. Wśród stojących wzdłuż niej budowli nie ma znaczących zabytków; to raczej miejsce ze wszystkimi dobrodziejstwami MacŚwiata – butikami, hotelami, kasynami, kawiarniami i restauracjami. Zwierzyniec - dzielnica po drugiej stronie Wilii, oraz Zarzecze za Wilejką, są gwarancją prestiżu, którego potwierdzenia szukają tu wzięci adwokaci, artyści i lekarze.
SPACER SENTYMENTALNY
Wracam na Plac Katedralny, stanowiący centrum Wilna w czasach, gdy było stolicą średniowiecznej Litwy, następnie jedną z dwóch obok Krakowa, a później Warszawy stolicą Rzeczpospolitej Obojga Narodów i dziś, gdy jest stolicą Republiki Litewskiej. Pierwsza świątynia stanęła w tym miejscu, zwanym doliną Świntoroga, w 1251 r., jeszcze w czasach króla Mendoga, by upamiętnić jego chrzest. Przez stulecia obiekt wielokrotnie rozbudowywano, zmieniając style z romańskiego i gotyckiego, poprzez barokowy, po klasycystyczny, tak że ostatecznie, z pierwotnej budowli świątynnej zachowały się pod obecną katedrą św. Stanisława jedynie fundamenty i kafelkowa posadzka.
Mnie podziemia interesują jednak z innego powodu. Kryją bowiem zidentyfikowany w 1931 r. sarkofag ze szczątkami Barbary Radziwiłłówny, bohaterki romantycznego legendy tego miasta. To właśnie z jej powodu, a wcześniej także dla swojej pierwszej żony - Elżbiety, Zygmunt August, jeszcze zanim został królem Polski, jako następca Zygmunta Starego, przedkładał Wilno nad Kraków. Trudno przesądzić o urodzie Barbary, natomiast badania jej szkieletu potwierdziły, że jak na swoje czasy była kobietą wysoką (160 cm). Nie mniej, niż Zygmunt August, związany był z miastem inny Jagiellończyk – Aleksander, jedyny król Polski, który spoczywa w podziemiach katedry w Wilnie.
Wnętrze katedry zdobi jedenaście kaplic, w tym najcenniejsza, pod wezwaniem świętego Kazimierza, Jagiellończyka kanonizowanego w 1602 roku. Obwołany królem Węgier, nigdy nim formalnie nie będąc, poświęcił swoje życie nauce i ascezie. Zmarł na gruźlicę w 1484 roku mając zaledwie 25 lat. Już wkrótce po śmierci Kazimierza wśród pielgrzymów odwiedzających jego grób potwierdzono liczne przypadki uzdrowień.
Ulica Barbary Radziwiłłówny, przechodząca w Maironio, biegnąc na wschód od katedry prowadzi do gotyckiego zespołu świątynnego, który tworzą kościół św. Anny i przylegający do niego kościół Bernardynów. Gotycki, jednonawowy kościół św. Anny ukończony w 1500 roku - najmniejszy wśród obiektów sakralnych Wilna, jest zarazem wśród nich najpiękniejszy. Wzniesiony z płomiennoczerwonej cegły, udekorowany trzydziestoma rodzajami kształtek, o wielokrotnym motywie tzw. oślego grzbietu, posiada strzeliste wieżyczki zwieńczone metalowymi krzyżami.
Z kościołem związana jest legenda, według której Napoleon, zauroczony pięknem świątyni, chciał ją postawić na dłoni i przenieść do Paryża. Rzeczywistość była jednak bardziej prozaiczna. We wnętrzu kościoła urządzono stajnię dla koni z oddziału francuskiej jazdy.
W otoczeniu kościołów, nieco na południe od głównej osi miasta, 18 kwietnia 1984 r. stanął pomnik Adama Mickiewicza. Monumentalną sylwetkę wieszcza, o wysokości czterech i pół metra, wspartego na przełamanej kolumnie wykonał Gediminas Jokūbonis, jeden z największych litewskich rzeźbiarzy. Wokół pomnika ułożono granitowe płyty zaprojektowane przez Vytautasa Čekanauskasa z przedwojennego niedokończonego dzieła Henryka Kuny. Sześć płyt, z dwunastu zaplanowanych, to płaskorzeźby przedstawiające sceny z Dziadów. Od 1987 roku pod pomnikiem odbywały się pierwsze opozycyjne wiece, które były początkiem litewskiego ruchu niepodległościowego Sajūdis.
Za pomnikiem płynie mająca charakter górskiego potoku Wilejka, która łagodnym łukiem wyznacza granice Užupis (Zarzecza) - dzielnicy wzniesionej na wysokim brzegu rzeki. Mieszkał tam malarz Ferdynand Ruszczyc, odkrywca wileńskiego piękna, który ze swego balkonu spoglądał na gotyckie iglice św. Anny, masywną bryłę Bernardynów i smukły dach św. Michała.
Ten pejzaż, jakby ręką malarza stworzony, można podziwiać z ulokowanej nad brzegiem rzeki kultowej kafejki „Zarzecze”, która wielokrotnie była miejscem spotkań uczestników Poetyckiego Maja nad Wilją i jak magnes przyciąga artystów. W centrum dzielnicy wznosi się pomnik dmącego w róg anioła, ustawiony w tym miejscu 1 kwietnia 2002 r.
Klimat Zarzecza, przedwojennej dzielnicy robotniczo-rzemieślniczej, tworzą ciągi kamienic z fasadami złuszczonymi ze starości, a ton życiu towarzyskiemu nadają studenci miejscowej Akademii Sztuk Pięknych.
Wracam do pomnika Adama Mickiewicza. Poeta patrzy w stronę kościoła św. Michała, przy którego murach wąska uliczka rozwidla się w zaułki – Bernardyński i Literacki. Na jednym z podwórzy zaułka Bernardyńskiego, zamkniętego bramą ozdobioną głową lwa, widnieje napis „Dom, w którym mieszkał Adam Mickiewicz”. W grudniu 1822 r. przyszły wieszcz redagował tu poemat Grażyna. Piętrowy dom, otoczony drewnianą galeryjką z balustradami, zajmuje dziś Muzeum Adama Mickiewicza.
Zaułek wiedzie do najsłynniejszego deptaku wileńskiego, przecinającego dzielnicę staromiejską. Jest to prawdopodobnie najstarszy ciąg komunikacyjny Wilna, wzdłuż którego na przestrzeni wieków rozbudowywało się miasto. Spacerową arterię o przebiegu północ-południe tworzą trzy ulice. Początek jej wyznacza Plac Katedralny, skąd prowadzi ulica Zamkowa (Pilies), na styku ze Świętojańską przechodząca w Wielką (Didžoji). Południowy odcinek stanowi ulica Ostrobramska (Aušros Vartų), którą zamyka, kończąc ten półtorakilometrowy szlak spacerowy, Ostra Brama (Miednicka) z cudownym obrazem Matki Boskiej.
Nie można jednak poprzestać na zwiedzaniu starego Wilna w tym miejscu. Ulica, przecięta linią kolei, ciągnie się jeszcze spory kawałek za Ostrą Bramą aż po Lipówkę (Liepkalnio), skąd już niedaleko do cmentarza na Rossie.
Inną trasą - bo te można w Wilnie układać na wiele sposobów - uliczkami, które tworzą łuk w stosunku do deptaku, wracam na Plac Katedralny. To jeszcze inna, niż z Góry Giedymina, perspektywa oglądania Wilna - wznoszącego się ku górze miasta-amfiteatru, do którego poznania nie ma jednego klucza. Trzeba błądzić ulica po ulicy, zaułek po zaułku, budynek po budynku, odkrywając detal po detalu.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).