Na zakończenie dwa słowa podsumowania, bo z tego, co do tej pory zostało napisane, można odnieść wrażenie, że mamy do Indii negatywny stosunek, co nie do końca jest prawdą.
Fakt, Indie nas wymęczyły. Jak już nieraz wspominałam, w Indiach trzeba mieć oczy dookoła głowy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jedyne, czego Hindusi chcą, to twoich pieniędzy. Dasz im ich dużo – masz dobrą karmę, nie dasz im – jesteś złym człowiekiem. Tyle widzi się przy pierwszym kontakcie. Dlatego na podróżowanie po Indiach trzeba mieć czas. Czas na to, żeby porozmawiać z ludźmi, czas na to, żeby się spokojnie targować, żeby móc zwracać uwagę na wszystkie szczegóły. To, co można by potraktować jako element popularnej miejscowej i nawet do pewnego stopnia wciągającej gry w wyciąganie pieniędzy, przestaje być zabawne, kiedy się spieszysz. Szczególnie, jeśli chodzi o dojechanie na czas na dworzec czy lotnisko.
Czas trzeba mieć też dlatego, że Indie pod wieloma względami odbiegają od naszej europejskiej (czy też szerzej – zachodniej) logiki. Nic nie działa tu tak, jak powinno, pod nazwami kryją się inne rzeczy niż te, których moglibyśmy się spodziewać. Indie są chaotyczne, eklektyczne i nieprzewidywalne. Są, jak się tego zresztą spodziewaliśmy, połączeniem tego, co odrzuca, z zachwycającym pięknem. Z jednej strony świątynie, bajeczne sari i niesamowite rękodzieło, z drugiej brud, tony śmieci i dzieci masowo umierające z niedożywienia. I jakoś brak czegoś pomiędzy.
Od wielu osób słyszeliśmy, że Indie się kocha bądź się ich nienawidzi. My nie podpisujemy się ani pod jednym, ani pod drugim. Na dzień dzisiejszy mamy za to jedno postanowienie – wrócić kiedyś do Indii, tym razem mając odpowiednio dużo czasu, żeby móc je lepiej i na spokojnie poznać.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).