ENGLISH
WTOREK, 22 MAJA 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!


Wiesław Skwarski

W odległości ok. 40 km na południe od centrum Warszawy, na lewym brzegu Wisły położone są Góra Kalwaria i Czersk i wystarczy godzina jazdy samochodem czy autobusem, by odkryć fascynujący świat tych małych miasteczek.

Jadąc od strony Warszawy, warto wybrać trasę przez Konstancin-Jeziorną i Słomczyn, prowadzącą wzdłuż krawędzi skarpy wiślanej, ze względu na możliwość podziwiania malowniczej perspektywy leżącej poniżej doliny. Osoby korzystające z własnego transportu mogą po drodze zatrzymać się w Słomczynie, by obejrzeć barokowy kościół z lat 1719–25, lub w Brześcach, gdzie znajduje się dwór modrzewiowy z 2. połowy XVIII w.

MAZOWIECKA KALWARIA

Góra Kalwaria jest unikatowym przykładem XVII-wiecznego, barokowego miasta pielgrzymkowego i mimo że czas oraz późniejsza rozbudowa zatarły już jego pierwotny charakter, do dziś zachowało się sporo pochodzących z tego okresu obiektów sakralnych. Jej założycielem był biskup poznański Stefan Wierzbowski, który w 1666 r. wykupił teren zniszczonej w czasie potopu szwedzkiego kościelnej wsi Góra i w jej miejscu erygował w 1670 r. miasto, nazwane Nowe Jeruzalem, starając się je upodobnić – poprzez wykorzystanie ukształtowania terenu oraz stosowne prace ziemne – do historycznej Jerozolimy. Płynącą wzdłuż skarpy rzeczkę (w dawnym korycie Wisły) nazwano więc Cedronem, a naturalne bądź usypane wzgórza: Golgotą, Syjonem czy Górą Oliwną.

Samo miasto założono na planie krzyża łacińskiego, którego ramionami są obecne ulice Kalwaryjska i Piłsudskiego – tworzące dłuższą oś, prostopadłą do Wisły, oraz Dominikańska i Pijarska. Na krańcach krzyża zbudowano kościoły i klasztory: bernardynów (wsch.), pijarów (płn.), dominikanów-obserwantów (płd.) oraz parafialny kościół św. Krzyża (zach.). Nieco z boku, opodal „Góry Syjon” (dziś: na Mariankach), wzniesiono kościelno-klasztorne zespoły dominikanek i marianów. Przestrzeń pomiędzy klasztorami wypełniono licznymi (było ich co najmniej 26) kaplicami, m.in. Ratuszem Piłata (na usypanym wzgórzu), Domem Heroda, Domem Kajfasza, a także figurami, tworzącymi wielkopiątkową drogę procesyjną. Na schodach Ratusza Piłata (dziś kościół Podwyższenia Krzyża Św. „Na Górce”) odgrywane było misterium sądu Piłata nad Chrystusem.

Pomyślność Nowego Jeruzalem – mimo licznych przywilejów królewskich i biskupich – zgasła wraz ze śmiercią fundatora (1687 r.), który pozostał tu jednak duchem i ciałem (naprawdę!); jego zmumifikowane zwłoki spoczywają w przeszklonej trumnie w krypcie kościoła „Na Górce”. W połowie XVIII w. proces upadku starał się jeszcze odwrócić marszałek wielki koronny Franciszek Bieliński, który w latach 1755–59 odbudował zniszczony przez pożar zespół klasztorny bernardynów (projekt Jakuba Fontany) oraz ufundował kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP (obecnie parafialny). Jednak pod koniec tego stulecia Góra (wróciła do pierwotnej nazwy) była już cieniem dawnej świetności.

Zmienił się też charakter narodowościowy Góry. Prusacy, którzy przejęli miasto po III rozbiorze Polski, uchylili w 1802 r. zakaz osiedlania się w nim żydów i protestantów, wprowadzony przez biskupa Wierzbowskiego. Już wkrótce innowiercy stanowili niemal połowę liczby mieszkańców, dominując w jego życiu gospodarczym i kulturalnym. W połowie XIX w. Góra stała się ośrodkiem chasydyzmu, ogniskującego się wokół cadyków z rodu Alterów. Jego założyciel (z początku nazywał się Rothenberg) za wspieranie powstania listopadowego musiał czasowo uchodzić z kraju. Po powrocie osiedlił się w 1859 r. pod nowym nazwiskiem w Górze Kalwarii (zwanej przez żydów Ger), gdzie stał się przywódcą społeczności żydowskiej. Jego autorytet (a później też i jego następców) w zakresie religii i życia codziennego sięgał daleko poza granice Polski, przyciągając rzesze wyznawców chcących zasięgnąć porad w różnych sprawach. Napływ pielgrzymów był tak wielki, że w okresie międzywojennym porządkiem w czasie świąt żydowskich kierować musiała policja państwowa.

Ten rozdział w historii Góry Kalwarii zamknęła II wojna światowa. Cadyka Abrahama Mordechaja Altera udało się szczęśliwie wywieźć przez Triest do Palestyny, jednak większość miejscowych Żydów spotkała zagłada; kilkuset hitlerowcy zabili na terenie miasta, a ponad 3 tys. trafiło do getta w Warszawie.

Dziś po tej społeczności pozostał kirkut (cmentarz) z grobowcem Alterów, gdzie przybywający wciąż pielgrzymi żydowscy zostawiają kartki z prośbami i modlitwami, a także dwór cadyka (1859 r.) i stojący obok dom modlitwy (ul. Pijarska 5) oraz synagoga (1902 r.) przy ul. Pijarskiej 10/12, które po wojnie zostały przebudowane na sklepy i biura, zatracając w większości swój pierwotny wystrój.

Zwiedzając dzisiejszą Górę Kalwarię, warto przede wszystkim zwrócić uwagę na jej zabytki sakralne, stanowiące ciekawy przykład architektury barokowej. W kościele „Na Górce” (przy dworcu PKS), najlepiej zachowanym elemencie Kalwarii biskupa Wierzbowskiego (niewielka rozbudowa w 1791 r.), znajduje się gotycka Pieta z wosku ozdobiona ludzkimi włosami – według tradycji dar królowej Bony. Do stojącego po drugiej stronie „rynku” kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, o barokowo-rokokowym wystroju wnętrza, prowadzi brama, ponad którą umieszczone są figury świętych: Franciszka z Asyżu, Antoniego Padewskiego, Jana Kapistrana i Bernardyna Sieneńskiego. Kościół rektoralny p.w. Opatrzności Bożej na Mariankach, za czasów biskupa Wierzbowskiego zwany Wieczernikiem, mieści m.in. sarkofag założyciela zgromadzenia marianów – o. Stanisława Papczyńskiego (zm. w 1701 r.), którego pomnik (z 1985 r.) stoi przed kościołem. Na terenie przykościelnym leżą fragmenty figur (m.in. Chrystusa), stanowiące pozostałość wystroju barokowej kalwarii. Tam też w połowie lat 90. XX w. wzniesiono 15 kapliczek nowej, neoromańskiej drogi krzyżowej projektu Hanny Grocholskiej.

Niektóre budowle kościelne zostały w XIX w. adaptowane do potrzeb świeckich. W kolegium pijarów, przejściowo użytkowanym przez wojsko rosyjskie, utworzono w 1841 r. przytułek dla starców i kalek. Jego tradycje kontynuuje obecnie Dom Pomocy Społecznej, największa tego typu placówka w Polsce, gdzie m.in. spędził ostatnie miesiące życia (1975 r.) słynny aktor Adolf Dymsza.

Najciekawszymi zabytkami architektury świeckiej są wzniesione według projektów Bonifacego Witkowskiego: klasycystyczny ratusz (1829–34), będący również dziś siedzibą władz miejsko-gminnych oraz stojące na jego tyłach dawne kramy („jatki”) o podcieniach z toskańską kolumnadą (1836 r.). Obecnie mieszczą się w nich różne placówki usługowe.

Dzisiejsza Góra Kalwaria jest 11-tysięcznym miasteczkiem, dość zadbanym, stanowiącym lokalne centrum o niewielkim przemyśle (Hortex), handlu (hurtownie) i usługach. Gospody, choć liczniejsze już niż kościoły, też są niewielkie i współczesne: bar piwny, bar azjatycki (dania wietnamskie i chińskie – smaczne i tanie) oraz pizzeria „Omega”, która poleca „gorącą pizzę z pieca”.

SPACEREM DO CZERSKA

Po zwiedzeniu Góry Kalwarii warto wybrać się do pobliskiego Czerska, oczywiście pieszo, jeśli pogoda dopisze. W zależności od wyboru trasy liczyć ona będzie od 3 do 5 km. Ot zaledwie niespełna godzina niespiesznej wędrówki. Trasy najkrótszej – poboczem szosy, nie polecam; ze względu na duży ruch (tiry!) nie jest ona ani przyjemna, ani bezpieczna. Lepiej wybrać drogę prowadzącą nadwiślańskim wałem, oznaczoną zielonym szlakiem pieszym oraz szlakiem rowerowym. W tym celu schodzimy ze skarpy stromą ulicą Św. Antoniego. Opuszczając miasto warto jeszcze rzucić okiem na barokową kaplicę poświęconą patronowi ulicy, stojącą pośrodku skarpy.

Po minięciu (dołem) obwodnicy dla tirów, ujrzymy po prawej stronie rozległe błonia, a na nich – odległy o ok. 150 m – niewielki kopiec z podłużną tablicą na szczycie. Nieco wyblakły napis na niej informuje, że: „W tym miejscu dnia 3 sierpnia 1921 r. Wódz Naczelny, marszałek Józef Piłsudski dekorował Krzyżem Virtuti Militari artylerzystów konnych wszystkich dywizjonów stwierdzając po wsze czasy bohaterską pracę tej broni w wojnie ze wschodnim najeźdźcą”. Ukryta w czasach PRL-u, tablica wróciła na swe miejsce w 1989 r.

Dalsza droga jest przyjemna, choć nieco monotonna; po prawej łąka, po lewej – topolowe zadrzewienia. Ciekawiej jest, gdy skręcimy z wału w prawo, między sady jabłoniowe. Sadownictwo jest jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki gminy Góra Kalwaria. Jego tradycje sięgają czasów królowej Bony, która wprowadziła w Czersku uprawę warzyw i winnej latorośli. Jednak od dziesięcioleci dominują tu zdecydowanie jabłonie. Idąc w kierunku widocznego już wyraźnie zamku w Czersku możemy się przekonać, czym tak właściwie jest sad przemysłowy (a raczej plantacja). Wokół widać grupy jabłoni w różnym wieku, od tegorocznych nasadzeń do drzew w pełni produktywnych; jednak nawet one nie przekraczają wysokości 2–2,2 m. Część drzew prowadzona jest w systemie szpalerowym, w szeregach wyznaczonych liniami rozciągniętego na kilku wysokościach drutu. Oczywiście plantacje są ogrodzone.

Przybywszy do Czerska idziemy zwiedzać ruiny zamku książąt mazowieckich. Z rynku przechodzimy drogą z prawej strony kościoła na jego tyły. Wstęp jest płatny; bilet normalny kosztuje 4 zł, ulgowy (dla uczniów, studentów, nauczycieli, emerytów i rencistów) – 2 zł. Dzieci do 4 lat oraz osoby odznaczone za zasługi dla kultury mają wstęp wolny. Zwiedzać można codziennie (prócz tzw. wielkich świąt) od godz. 8.00 do (w zależności od miesiąca) 16.00–20.00.

W ŚREDNIOWIECZNEJ WAROWNI

Ruiny zamku są jedyną widomą oznaką dawnej świetności Czerska, niegdyś najważniejszego grodu płd. części Mazowsza, ośrodka władzy świeckiej i duchownej. Chociaż, jak wykazują badania archeologiczne, stałe osadnictwo na wzgórzu zamkowym datuje się od VI–VII w., to dopiero w XI w. powstał tam drewniany gród warowny o drewniano-ziemnych umocnieniach, będący już przed 1231 r. siedzibą kasztelana, a później stolicą lokalnego księstwa. Drewniany gród kilkakrotnie był niszczony podczas napaści Jadźwingów, Litwinów i Rusinów, a podczas odbudowy dwukrotnie zmieniano jego lokalizację. Murowany zamek gotycki postawił dopiero w poł. XIV w. książę Janusz I. Obok zamku rozwinęło się drewniane podgrodzie, a w dalszej odległości – wsie służebne. Swe znaczenie Czersk zyskał dzięki położeniu przy dogodnej przeprawie przez Wisłę (przez Kępę Radwankowską) na ważnym szlaku handlowym prowadzącym z Torunia na Ruś. Jednak już w końcu XIV w. utracił znaczenie na rzecz Warszawy, prawdopodobnie wskutek przesunięcia się koryta Wisły o 2,5 km na wschód, co osłabiło walory obronne zamku oraz jego kontrolę nad szlakiem handlowym. Zapoczątkowało to stagnację Czerska, przerwaną na krótko w czasach zarządu miastem przez królową Bonę (po 1526 r.). Pomimo to, pewnie prawem inercji, aż do III rozbioru Polski miasteczko było siedzibą starostwa, a w czasach zaboru pruskiego – powiatu. Później Czersk coraz rzadziej pojawiał się na kartach historii, zawsze z fatalnym dla siebie skutkiem. Po powstaniu styczniowym – w sierpniu 1863 r. kwaterowała w nim partia powstańcza (oddział) płk. Żylińskiego – utracił prawa miejskie (1869 r.), a podczas obu wojen światowych uległ poważnym zniszczeniom w wyniku toczonych tam walk.

Wraz z miastem zaczął podupadać też i zamek. Zniszczony podczas potopu szwedzkiego, został częściowo odbudowany w połowie XVIII w. staraniem marszałka Fr. Bielińskiego, który ufundował również ceglany most nad fosą, w miejsce pierwotnego zwodzonego. Potem było już coraz gorzej, rozebrano (prawdopodobnie w czasach pruskich) zabudowania w obrębie murów, a częściowo też i same mury.

Obecnie zamek w Czersku funkcjonuje w formie utrwalonej i zabezpieczonej – dzięki stosownym pracom konserwatorskim – ruiny. Pozostały z niego trzy potężne, 20-metrowe wieże obronne oraz fragmenty łączących je murów obwodowych. Szczególnie silne wrażenie wywiera najlepiej zachowana, kwadratowa (o boku – 8,8 m) wieża bramna, przez którą prowadził wjazd do zamku. Dziś wchodzimy tam po wygodnym moście ceglanym, lecz w średniowieczu trzeba było opuszczać mosty zwodzone: szeroki dla pojazdów (do bramy) i wąski dla pieszych (do furty obok). Ponieważ zamek najłatwiej było zdobywać od strony wjazdu (dojście z innych stron jest zbyt strome, o czym można się osobiście przekonać), wieża bramna była kluczowym elementem obrony warowni. Świadczy o tym grubość jej murów: 2 m w dolnej i 1 m w górnej części oraz niewielkie, wysoko położone okna, pełniące w czasie oblężenia funkcję strzelnic. Liczne, małe otworki widoczne na fasadzie to ślad po mocowaniu belek podtrzymujących hurdycje, tj. drewniane przybudówki w górnej części wieży. Z nich można było razić atakujących strzałami i kamieniami oraz oblewać wrzątkiem. Wewnątrz, na 2. piętrze wieży, zachowała się komnata z kamiennymi ławami oraz śladami kominków i tynków. Przypuszcza się, że było to mieszkanie komendanta zamku (burgrabiego).

Pozostałe dwie wieże, a właściwie baszty, mają przekrój okrągły i stanowiły – zwłaszcza najwyższa (22 m) z nich, południowa – strażnice obserwacyjne. Loch płd. baszty służył za więzienie (skazańców opuszczano 10 m w głąb za pomocą liny), a wyżej były pomieszczenia dla załogi, zaś w zach. baszcie mieściły się pomieszczenia gospodarcze, magazyny, może też zbrojownia. Do wszystkich wież wchodziło się z murów obwodowych na poziomie 1. piętra. Obecnie można się tam dostać po drewnianych schodach równoległych do muru. O tym, jak jest w środku, możemy się przekonać wchodząc do płd. baszty, udostępnionej do zwiedzania. Na szczyt wiodą kręcone, wąskie i strome ceglane schody, biegnące po wewnętrznej (tj. od strony dziedzińca zamku) części baszty; jest więc ciasno i niewygodnie, choć na szczęście można się przytrzymać żelaznej poręczy przymocowanej do muru. Ale postawmy się w sytuacji strażnika, muszącego codziennie wchodzić (lub – co gorsza – schodzić) tą drogą w pełnym rynsztunku, a może też i z halabardą w ręku. Trudy wspinaczki wynagrodzi nam na szczycie panoramiczny widok okolicy (głównie doliny Wisły). Warto więc wziąć ze sobą lornetkę; z jej pomocą wyraźnie jak na dłoni można zobaczyć wieżę neogotyckiego kościoła w Osiecku, odległym o ponad 10 km.

Wieżę bramną łączą z basztami zachowane fragmenty muru obwodowego, wysokiego na 7–8 m i o grubości 1,8 m. Mur – podobnie jak i wieże – jest ceglany, postawiony na blisko metrowym fundamencie z głazów spojonych zaprawą. Po płd. części muru pozostały tylko fundamenty z zarysem kwadratowej wieży.

Niewiele wiadomo o budynkach wznoszących się niegdyś na zamkowym dziedzińcu. Pewnych wskazówek dostarcza zarys ściany domu, widoczny na jednym z fragmentów muru. W czasie prac archeologicznych odsłonięto fragmenty fundamentów zamkowego kościółka św. Piotra, datowanego na początek XII w., zbudowanego z ciosów wapiennych.

Warto więc zatrzymać się chociaż na pół godziny na zamkowym dziedzińcu, by kontemplować majestatyczną i surową urodę ocalałych fragmentów fortyfikacji (jedyną ozdobę stanowią romby z czarnej, przepalanej cegły, tworzące pas w dolnej partii baszt), zadumać się nad zmiennością kolei losu, a przy okazji zjeść śniadanie, czy nawet rozpalić ognisko w wyznaczonym do tego miejscu.

NA UBOCZU WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA

W drodze powrotnej wypada zajrzeć do pobliskiego neobarokowego kościoła parafialnego, będącego – w porównaniu z zamkiem – budowlą stosunkowo młodą, wzniesioną na koszt rządu pruskiego w latach 1805–06. Wewnątrz warto zobaczyć XVIII-wieczny obraz Boga Ojca w ołtarzu głównym oraz epitafia w przedsionku.

Dzisiejszy Czersk jest pozbawioną jakiegokolwiek znaczenia, maleńką osadą, niemal w całości ogniskującą się wokół ładnie utrzymanego, zadrzewionego skweru (dawnego rynku, a obecnie – Placu Tysiąclecia), przy którym stoją dwa sklepy, bar szumnie zwany „Karczmą przy Zamku” oraz tajemnicza galeria „Kuferek”. Wracając piechotą do Góry Kalwarii, gdyż linia autobusu PKS, funkcjonująca w okresie PRL-u, została zlikwidowana (widocznie była nierentowna), skręcamy w lewo tuż za mostem nad starorzeczem Wisły (Jeziorem Czerskim), gdzie latem kwitną obficie lilie wodne, a jesienią odbijają się w przybrzeżnej toni czerwieniejące krzewy trzmieliny i dzikiego bzu koralowego.

Za jeziorkiem można wstąpić do „Baru pod Strusiem”, by w rustykalnej atmosferze, na świeżym powietrzu, wysączyć złocisty napój z Warki. Za „Strusiem” należy skręcić w prawo, a dalej mamy dwie możliwości: iść prosto, by dojść do drogi na wale wiślanym, lub – co zalecam – skręcić w lewo, między jabłoniowe sady. Końcówka trasy – strome podejście po „kocich łbach” – jest trochę uciążliwe, ale wracając ul. Św. Antoniego też mielibyśmy ostro „pod górkę”. Po wyjściu na obwodnicę dla tirów tuż przy Rondzie Kazimierza Górskiego, po 10 min. dojdziemy ul. Dominikańską do centrum Góry Kalwarii. Tu kończy się kilkugodzinna wycieczka w fascynującą, mało znaną przeszłość dwóch mazowieckich miejscowości.

Tekst i zdjęcia Wiesław Skwarski

KOMENTARZE:

Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl