ENGLISH
WTOREK, 22 MAJA 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!


Bloga piszą Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Do Machu Picchu można dojść wieloma drogami. Do dawnego miasta Inków prowadzi najpopularniejszy szlak w Ameryce Południowej, czyli Inka Trail, którego przejście zajmuje cztery dni. Można wybrać także krótsze i mniej komercyjne szlaki lub zwyczajnie pod Machu Picchu dojechać. Na to również jest kilka sposobów. Niektórzy zatrzymują się już w Cuzco, skąd ze zorganizowaną grupą jadą autobusem pod samo „zaginione miasto”. Inni jako bazę noclegową wybierają Aguas Calientes, które obecnie nazywane jest także Wioską Machu Picchu.

Z Cuzco do Aguas Calientes można dojechać bezpośrednim pociągiem, którego cena zwala z nóg. Za przejazd w jedną stronę przewoźnik życzy sobie w najlepszym wypadku siedemdziesiąt dolarów amerykańskich, a niektóre pociągi kosztują i ponad sto dolarów. Lokalny pociąg dla Peruwiańczyków, do którego nie wpuszcza się obcokrajowców, kosztuje za tę samą trasę około dziesięciu złotych. Aby obejść tę wygórowaną cenę, można dojechać do połowy trasy busikiem i tam przesiąść się na pociąg. Tym sposobem pierwsza połowa trasy kosztuje dziesięć złotych, a druga, znów w najlepszym wypadku, nieco ponad trzydzieści dolarów. Tę właśnie ostatnią opcję wybraliśmy.


Aguas Calientes, podobnie jak San Pedro de Atacama, żyje z turystyki. Przyjechanie tu poza sezonem było bardzo dobrą decyzją. Pogoda jest wciąż bardzo ładna, za to ludzi jest o połowę mniej, w związku z czym właściciele hostelów i restauracji biją się o klienta. Za dwuosobowy pokój z łazienką wynegocjowaliśmy dwadzieścia pięć soli za noc. Jeden sol odpowiada w przybliżeniu jednemu złotemu (wreszcie łatwy przelicznik!), a dwadzieścia pięć złotych za takie warunki to bardzo dobra cena. To samo w restauracjach. Najkorzystniej jest odejść nieco od centrum miasteczka. Tam za piętnaście złotych od osoby dostaliśmy zestaw składający się z przystawki (nadziewane avokado i pomidory w sosie czosnkowym), pierwszego dania (zupa krem z pomidorów, zupa krem ze szpinaku), drugiego dania (grillowa ryba z ryżem, ziemniakami i warzywami oraz spaghetti z pesto) i deseru (sałatka owocowa, naleśnik z kajmakiem), do czego gratis dorzucono nam po koktajlu z pizco – typowego południowoamerykańskiego trunku.

Z Aguas Calientes do Machu Picchu można dotrzeć na dwa sposoby: można wsiąść w kolejny drogi autobus lub wybrać zajmujący nieco ponad półtorej godziny spacer kamiennymi schodkami pod górę. Żeby dotrzeć tam przed wschodem słońca, wstaliśmy o 4:00. Ciężka rzecz po ostatnich dniach, ale humor mi wrócił, kiedy najpierw zobaczyłam pierwszego kolibra, a następnie wschód słońca nad Machu Picchu. Wysiłek przy podróżowaniu zazwyczaj się opłaca.

Na temat biletów do samego Machu Picchu krąży mnóstwo legend. Niektórzy twierdzą, że każdego dnia wpuszczana jest ograniczona liczba osób, inni, że bilety można kupić tylko w Cuzco, jeszcze inni, że należy je zarezerwować przynajmniej na dwa tygodnie przed planowaną wizytą. Być może sytuacja wygląda nieco inaczej w sezonie, poza sezonem niemniej bilety można spokojnie dostać w Aguas Calientes tego samego dnia. Kosztują one 126 soli za cały bilet i połowę, jeśli ma się ważną kartę ISIC. Jedyne ograniczenie liczby osób dotyczy nie samego miasta, ale wejścia na górę Wayna Picchu.

Wayana Picchu – Młoda Góra – sąsiaduje bezpośrednio z Machu Picchu – Starą Górą – i roztacza się z niej przepiękny widok na miasto. Na jej szczyt prowadzą wąskie i momentami bardzo strome, kamienne schody. W miejscach, w których brakuje stopni lub które są z jakiś innych powodów bardziej niebezpieczne, zainstalowano barierki z liny, większość drogi jednak nie jest niczym zabezpieczona. Wejście na Wayna Picchu czasami bardziej przypomina wspinaczkę niż wchodzenie po schodach, mijanie się osób wchodzących i schodzących wymaga częstego przepuszczania się, dlatego liczba osób jednocześnie przebywających na Wayna Picchu nie może przekroczyć dwustu. Odwiedzający wpuszczani są dwa razy dziennie: o 8:00 i o 10:00. Prawo do wejścia na górę ma pierwsze czterysta osób, które danego dnia pojawi się przy bramie wejściowej do miasta. Oczywiście, nie wszyscy mają ochotę na wchodzenie na Wayna Picchu, dlatego nawet jeśli ktoś spóźnił się rano, zawsze może przyjść i sprawdzić, czy nie zostały jakieś wolne miejsca.

Machu Picchu składa się z dwóch głównych części: miejskiej i rolniczej. Podział ten bardzo dobrze widać ze szczytu Wayna Picchu. Miasto zostało wybudowane około 1430 roku i opuszczone sto lat później. Nikt nie wie dokładnie, jakim celom miało ono służyć. Istnieją teorie mówiące, że był to rodzaj resortu dla przedstawicieli elity pańtwa. Inni uważają, że było to sanktuarium Dziewic Słońca, o czym miałyby świadczyć liczne kobiece szkielety odnalezione na miejscu. Jedyne, co wiadomo na pewno, to to, że Machu Picchu było dobrze ukrytym i bardzo strzeżonym miejscem. Zbudowane w całości z granitu, przetrwało setki lat ukryte wśród gór, a obecnie znosi od tysiąca do dwóch i pół tysiąca turystów dziennie.

Machu Picchu chcieliśmy zobaczyć jeszcze w tym roku, ponieważ krążą plotki, że władze Peru chcą zamknąć pewne części miasta dla odwiedzających. Na chwilę obecną można wejść wszędzie i wszystkiego dotknąć. Oficjalnie do Machu Picchu nie wolno wnosić jedzenia ani napojów, zakazane jest użycie kijków do chodzenia oraz, rzecz jasna, wchodzenie na mury. W praktyce nikt tego nie sprawdza. Wszyscy chodzą między budynkami z butelkami wody i batonikami, co piąta osoba pomaga sobie kijkami, mnóstwo ludzi siedzi na murach.

Zapytaliśmy w informacji, co z tym zamykaniem. Powiedziano nam, że owszem, są takie pomysły, ale mało realne, żeby weszły one w życie. Właściciele pociągów i biur turystycznych mają zbyt dużo do powiedzenia i nie chcą dopuścić do ochrony dziedzictwa narodowego, aby nie stracić klientów. Dosyć to smutne.

Do Cuzco wróciliśmy tą samą drogą, którą z niego wyjchaliśmy. Jeśli chcemy dotrzeć na czas do Bogoty, czeka nas kolejnych kilka dni w autobusie. Podobnie jak o Machu Picchu, o autobusach w północnej części Ameryki Południowej krąży niesamowita ilość historii, które, niestety, częściowo są prawdziwe. Większość z nich związana z kradzieżami. Istnieją dwa najpopularniejsze rodzaje kradzieży. Pierwszy to napad na autobus z bronią w ręku. Złodzieje zabierają wszystko, co mają ze sobą pasażerowie, nie krzywdzą jednak ludzi. Ten rodzaj kradzieży zdarza się naczęściej w tańszych autobusach, które zatrzymują się wielokrotnie pod drodze, aby zabierać kolejne osoby. Drugi rodzaj kradzieży polega na tym, że złodzieje śledzą pasażerów, celując w zagranicznych turystów, po czym kupują bilety na ten sam autobus i okradają ofiary w nocy.

Oba powyższe wymagają, aby autobus zatrzymywał się co jakiś czas, dlatego lepiej jest jeździć autobusami znanych firm (np. Cruz del Sur, Flores, Tepsa), które oferują bezpośrednie połączenia. Z tego, co zauważyliśmy, miejscowe firmy bardzo biorą sobie do serca bezpieczeństwo klientów i stosują wszelkie możliwe środki ostrożności. Aby kupić bilet, trzeba mieć ważny paszport, który sprawdzany jest przy wejściu do autobusu. Bagażu nie daje się bezpośrednio do luku bagażowego, ale zdaje w specjalnym okienku. Pasażer oraz bagaż podręczny są skanowane przed wejściem do autobusu i każda firma ma obowiązek sporządzenia nagrania wideo, na którym widać wszystkich wsiadających do autobusu ludzi. W autobusie, który właśnie jedziemy, zdjęto nawet wszystkim odciski palców. W Polsce uznałabym to za lekką paranoję, ale tu w sumie takie środki ostrożności pomagają spokojnie spędzić podróż.

KOMENTARZE:

Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl