ENGLISH
CZWARTEK, 09 LUTEGO 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 65 krajów!


NIŻNY NOWOGRÓD
Bloga piszą Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Wjechaliśmy tylko nieco bardziej w głąb Rosji i już zaczęły się kłopoty. W Niżnym Nowogrodzie postanowiliśmy skorzystać z hostelu. W sieci nie bar- dzo dało się coś znaleźć, stwierdzi- liśmy, że znajdzie się na miejscu. Niestety, na stacji żadnych reklam, informacji, nikt o żadnym hos- telu/hotelu/pokojach do wynajęcia w ogóle nie słyszał. Zaczepiliśmy jakąś turystkę, która miała przewodnik.

MOSKWA
Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Sama Moskwa liczy sobie tyle miesz- kańców co całe Węgry. Aglomeracja moskiewska ma ich prawie o połowę więcej. W Petersburgu nasłuchaliśmy się historii o tym, jakie to zatłoczone miasto, że do drzwi do pociągu metra ustawiają się kolejki, a ulice są tak zakorkowane, że ludzie niemalże żyją w swoich samochodach, bo nie opłaca im się wracać do domu. Niczego takiego nie zobaczyliśmy.

PETERSBURG
Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Jest całkiem nieźle. Pięć linii metra, stacje wyglądają raczej jak korytarze muzealne niż miejsca związane z transportem publicznym, bilet na na- sze kosztuje dwa z kawałkiem, moż- na kupić w pakietach, wtedy jest mi- nimalnie taniej. Obsługa w kasach oczywiście po angielsku ani słowa. Wpisanie w CV braku znajomości języków obcych jest chyba wymogiem przy staraniu się o pracę w okienku.

 
LITWA, ŁOTWA, ESTONIA
Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Pierwszy przystanek zaplanowaliśmy w Wilnie. Trabant sprawował się bez zarzutu, udało nam się nawet zabrać jednego autostopowicza. Na wieczór umówiliśmy się z naszymi hostami. Pierwszy raz korzystaliśmy z Couch Surfingu. Ludzie, do których trafili- śmy też. Byli nieco spięci, ale sympa- tyczna para: on muzyk, ona fotograf. W zamian za gościnę zaoferowali- śmy, że robimy kolację.

15 LIPCA 2010
Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Udało się. Ruszyliśmy. Z opóźnie- niem, zmęczeni dwudniową wyprowa- dzką, ale ruszyliśmy. W czwartek ra- no ostatecznie pożegnaliśmy miesz- kanie, zapakowaliśmy trabanta, pozostało jeszcze śniadanie na Krakowskim i mogliśmy wyjeżdżać w Warszawy. Rodziny chyba zaczęły już powoli wybaczać nam naszą decyzję, choć niektórzy wciąż nie wierzą, że wytrzymamy więcej niż kilka tygodni.



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl