Wąskie uliczki, na których ledwo mijają się dwie osoby, długie, białe plaże i lazurowa woda Oceanu Indyjskiego omywająca ich brzegi, do tego zawsze świeże owoce morza – te i inne atrakcje oferuje kenijska wyspa Lamu. Ale nie jest ona oblegana przez turystów i dzięki temu uniknęła nachalnych zmian dostosowujących tutejsze standardy do potrzeb europejskich turystów.
Na położoną na Oceanie Indyjskim wyspę, oddaloną od Nairobi o 250 km, można dostać się przez Malindi albo Mombasę, położone na kenijskim wybrzeżu.
PODRÓŻ Z DRESZCZEM
Autobus w kierunku Malindi i Mombasy odjeżdża ze stolicy Kenii. Jednak choć przewoźników jest kilku, m.in. Tawakal, trzeba nastawić się na wielogodzinną podróż po nieustannie przebudowywanej drodze. Trudne do zniesienia są też unoszący się w powietrzu pył i upał tym bardziej, że w autobusie wśród podróżnych panuje ścisk. Pasażerowie po trzech zajmują dwuosobowe siedzenia lub przycupują w przejściu między siedzeniami. Większość z nich to Kenijczycy mieszkający w pobliżu wyspy i utrzymujący się z połowu ryb. Na palcach jednej ręki można policzyć pasażerów , zmierzających na Lamu by wypocząć.
Zamożniejsi turyści mają możliwość dostania się na wyspę samolotem, a choć lotnisko to tylko pas ziemi, oszczędza się męczącej drogi. Po liczbie agencji turystycznych oferujących bilety lotnicze na Lamu można sądzić, że chętnych nie brakuje. Jednak ten, kto zdecyduje się na transport lądowy, ma szansę przeżyć swoiste „atrakcje”, np. pościg za zgubionym kołem zapasowym.
Gdy w końcu autobus zajeżdża na małą przystań, pasażerowie przesiadają się na stare łodzie motorowe płynące do wyspy. Zwykle panuje tu niesamowity rwetes. Więcej niż podróżnych jest tu przedsiębiorczych Kenijczyków proponujących za opłatą ponieść bagaż, dokądś zaprowadzić, coś wyjaśnić, nakarmić.
Na łodzi bagaże lądują na niebezpiecznie chwiejącej się nad burtą stercie. „Kapitan” spokojnie czeka, aż jego załoga „upcha” podróżnych na pokładzie tak, aby żaden skrawek wolnego miejsca się nie zmarnował.
W czasie kilkunastominutowej podróży można podziwiać piaszczyste plaże Lamu.
W większości należą one do miejscowych bogaczy lub cudzoziemców: Włochów, Niemców czy Hiszpanów, którzy są właścicielami hoteli i ekskluzywnych rezydencji. Jednak rodowitych wyspiarzy te zagraniczne inwestycje nie martwią. Cudzoziemcy reklamują wyspę i przyciągają turystów, a ci są na Lamu niezbędni. Na wyspie od dawna właściwie nic się nie hoduje, więc ludzie utrzymują się z produkcji i sprzedaży biżuterii oraz innych pamiątek, pracy w hotelach i restauracjach oraz z organizowania turystycznych atrakcji. Problem w tym, że w ostatnich latach turystów drastycznie ubyło. Wśród powodów wymienia się m.in. bliskość baz somalijskich piratów, ale za główną przyczynę braku zainteresowania ze strony turystów uważa się zamieszki powyborcze, które miały miejsce w Kenii na przełomie 2007 i 2008 roku.
KENIJSKIE NIEPOKOJE
Iskrą zapalną było ogłoszenie wyników wyborów prezydenckich pod koniec grudnia 2007 r. Według oficjalnych informacji wybory wygrał dotychczasowy prezydent Mswati Kibaki z dominującego w Kenii plemienia Kikuju. Rzecz w tym, że opozycja popierająca kontrkandydata Raila Odingę z plemienia Luo, którego partia wygrała wybory parlamentarne, nie uwierzyła w zapewnienia o demokratycznym charakterze wyborów prezydenckich. Międzynarodowi obserwatorzy potwierdzili te zarzuty, doszukując się naruszeń demokratycznych standardów po stronie obydwu kandydatów. Na ten spór polityczny nałożył się szereg pomniejszych konfliktów w kenijskich prowincjach. Rozruchy często próbuje się sprowadzić do nieporozumień etnicznych, sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. W wyniku starć zginęło ponad tysiąc osób. Choć zamieszki miały charakter regionalny i dotyczyły przede wszystkim zachodniej prowincji Rift Valley, ich konsekwencje rozlały się na całą Kenię, w tym wybrzeże. Szacuje się, że w pierwszym kwartale 2008 r. liczba turystów w Kenii spadła o 70 proc.
Ale sytuacja powoli wraca do normy. Powołany został rząd koalicyjny, a władze Kenii próbują ściągnąć z powrotem turystów, gdyż ich przyjazd oznacza dopływ pieniędzy. Realizacji tego celu miała służyć zorganizowana niedawno wizyta studyjna dla blisko 200 dziennikarzy z 24 państw, którzy osobiście mieli zapewniać w swoich krajach, że kryzys został już zażegnany.
OŚLA WYSPA
Jeszcze zanim łódź dobije do Lamu – portu i głównej miejscowości wyspy, zabudowanej charakterystycznymi, niewysokimi domami – z nabrzeża dobiegają nawoływania. Najczęściej muzungu, czyli – w języku suahili – biały. Do tego jeszcze: „wyjątkowa oferta!”, „specjalni goście!”, „tylko dla was!” mające skłonić turystów do powierzenia się w ręce plażowych chłopców. Można ich spotkać na całym kenijskim wybrzeżu. W dzień załatwiają wszystko, czego potrzebują turyści, wieczorem odpoczywają w niewielkich grupkach.
Głównym miejscem spotkań i miejscowych, i turystów jest plac, na którym wznosi się Fort Lamu z początku XIX wieku, przez większość następnego stulecia pełniący funkcję więzienia.
Centrum tętni życiem, wyspiarze gawędzą, przekrzykują się lub odpoczywają w cieniu. Ulicznego gwaru nie zagłusza ryk silników, bo na wyspie nie ma ruchu samochodowego. Boczne uliczki mają akurat taką szerokość, by zmieścił się w nich objuczony osioł. Tych zwierząt żyje na wyspie kilka tysięcy.
Co krok uwagę przyciągają masywne, rzeźbione w drewnie wrota wprowadzające do małych sklepików z pamiątkami. Popularne są kikoye – kolorowe chusty noszone tradycyjnie przez kenijskie kobiety. Kuszą też przepiękne buty kenijskie i wyroby Masajów.
W ENKLAWIE PROHIBICJI
Na Lamu słońce pali przez cały dzień, by o godzinie dziewiętnastej niemal natychmiast zniknąć.
Największą atrakcją Lamu są ciągnące się niemal na całym wybrzeżu, piaszczyste i – co najważniejsze – prawie puste plaże, obmywane ciepłymi wodami Oceanu Indyjskiego. Te najbardziej znane znajdują się w miejscowości Shela, do której z Lamu można dotrzeć piechotą. Spacer zajmuje dwadzieścia minut. Droga prawie na całym odcinku wiedzie wzdłuż oceanu po części murowanym, po części piaszczystym nabrzeżem z ulokowanymi wzdłuż niego sklepikami z pamiątkami. Decydując się na wyprawę, trzeba uważać na pływy, które są tu bardzo wysokie. Rano, w czasie odpływu, można dojść do Sheli suchą stopą. Po południu woda powraca i wtedy można mieć problem z powrotem. Pozostaje wynajęcie dhow, czyli łodzi-taksówki.
Ponieważ większość mieszkańców Lamu utrzymuje się z połowów złowione tu ostrygi, kalmary, homary czy krewetki jeszcze tego samego dnia trafiają na stoły tutejszych restauracji, a cena nie odstrasza. Ci, którzy nie przepadają za owocami morza, mogą do syta zajadać się świeżymi owocami tropików albo spróbować tradycyjnego jedzenia mieszkańców Lamu, jak np. maharagwe (fasolka). W tym celu warto wybrać się do bardziej oddalonych od nabrzeża restauracji, takich jak New Minaa Cafe. W muzułmańskim Lamu alkohol podawany jest tylko w dwóch hotelowych restauracjach, których właścicielem jest Niemiec.
Jeśli chodzi o pozakulinarne rozrywki, to obowiązkowe jest wybranie się na wyprawę dhow. Opcje są różne – od krótszych wypadów po kilkudniową eskapadę. Cena rejsu zależy od liczby turystów na wyspie, wliczonych w to mniejszych lub większych atrakcji (snorkelling na rafie koralowej, łowienie ryb) i… umiejętności targowania się, która jest tu niezbędna, bo cena wywoławcza jest zazwyczaj wielokrotnie wyższa od ostatecznej.
INFORMACJE PRAKTYCZNE
Na Lamu warto odwiedzić muzeum suahili, meczety. W marcu bądź kwietniu na wyspie odbywa się festiwal Maulidi, celebrujący urodziny proroka Mahometa. To święto ściąga na wyspę największe tłumy.
Duża szklanka zmrożonego soku ze świeżych mango, papaj i bananów kosztuje ok. 100 kenijskich szylingów, czyli mniej niż 1 euro.
Cena pokoju (wynegocjowana) z łazienką i widokiem na wodę w hotelu prowadzonym przez Kenijczyka to 2 tys. KES za noc (ok. 90 PLN). Można znaleźć i tańsze noclegi, gdyż wielu mieszkańców przystosowało swoje domy do potrzeb turystów, ale i kilkunastokrotnie droższe. Na Lamu nie brakuje hoteli-enklaw, a biali turyści, którzy w nich mieszkają, rzadko wychodzą poza trasę hotel-plaża.
Niepowtarzalny charakter Lamu, charakterystyczny dla afro-muzułmańskiej kultury suahili, zapewnił mu miejsce na Światowej Liście UNESCO.
Zalecane (choć nieobowiązkowe) szczepienia przed podróżą, m.in.: żółtaczka typu A, dur brzuszny oraz profilaktyki malarycznej (m.in. Lariam, Malarone). Jak przed każdą wyprawą do dalekich krajów, warto skontaktować się z lekarzem medycyny tropikalnej.
Niektóre polskie biura podróży (np. Tui) organizujące wyprawy do Kenii oferują fakultatywne wyprawy na wyspę. Jeśli zdecydujemy się na dojazd na własną rękę, istnieje możliwość zarezerwowania miejsca hotelowego na wyspie Lamu przez Internet, zarówno na portalach turystycznych (www.hotels.lonelyplanet.com, www.hostelsclub.com), jak i bezpośrednio na stronach hoteli (np. www.jannathouse.com). W Nairobi, Malindi lub Mombasie znajdziemy wiele biur podróży organizujących pobyt na Lamu.
Natalia Klorek
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).