Do krów, psów i kóz dołączyły szczury. Prawdopodobnie zauważyliśmy je dlatego, że nasz samolot się opóźnił i do Kalkuty przyjechaliśmy w środku nocy. Inną rzeczą, która rzuca się w oczy, jest niesamowita liczba osób śpiących na ulicy. Odnosi się wrażenie, że wszyscy rikszarze i sprzedawcy są bezdomni, co po części pewnie jest prawdą. Obsługa hotelowa (choć ciężko mi używać słowa hotel na określenie tego, co tu oferują) też chyba nie ma domów, bo w każdym miejscu, które obejrzeliśmy, pracownicy spali na rozłożonych po korytarzach kocach.
Kalkuta, poza oczywistymi atrakcjami turystycznymi, oferuje kilka ciekawostek transportowych. Tu powstała pierwsza w kraju linia metra, druga jest w budowie (coś nam to przypomina), tu też zachowały się dwa relikty, których nie ma już w pozostałych indyjskich miastach: tramwaje oraz riksze ciągnięte przez ludzi. Te pierwsze stoją wiecznie w korkach, te drugie z kolei zostały zakazane kilka lat temu, ale zabronienie Hindusom ciągnięcia rikszy odnosi taki sam efekt, jak stawianie tu znaku „zakaz używania klaksonu”. Obok tego typu rikszy występują oczywiście riksze rowerowe i auto riksze (zwane inaczej tuktukami). Wszystkie trzy typy należą do najtańszych środków transportu i używane są tylko na krótkie dystanse. Na dłuższe dystanse trzeba brać droższą taksówkę. Kierowcy wszystkich czterech wyżej wymienionych kończą kurs zawsze tym samymi słowami: „Daj mi więcej”, chociaż w każdym przypadku cenę ustala się z góry. Można skorzystać z licznika, ale wtedy trzeba liczyć się z o wiele dłuższą trasą. Opcjonalnie kierowca wybiera najbardziej zakorkowaną drogę. Istnieją też rzecz jasna autobusy, ale nimi nigdy nie wiadomo, gdzie się dojedzie. Kierowca powie „tak, tak, na dworzec”, po czym wysadza cię dwa–trzy kilometry dalej i sam sobie szukaj.
Kalkuta była ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy w Indiach. Nasz pobyt był krótki, ale intensywny i musimy przyznać, że kraj ten porządnie nas zmęczył. Po drodze na lotnisko cieszyliśmy się na myśl o kolejnym miejscu, Tajlandii, gdzie planowaliśmy tygodniowe wakacje na jednej z wysp. Jak się potem okazało, z radością trzeba było jeszcze trochę poczekać.
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).