ENGLISH
WTOREK, 22 MAJA 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!


Bloga piszą Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

JESZCZE O ROSJI

Już z pewnej perspektywy. Generalnie rzecz biorąc kraj jest bardziej cywilizowany niż można się tego spodziewać po relacjach ludzi, którzy spędzili w nim trochę czasu. Fakt, to nie Europa, różnice da się znaleźć i bez większego zagłębiania się w kulturę i mentalność Rosjan, ale nie jest tak źle. Ludzie na ulicach wyglądają dosyć normalnie, są zazwyczaj czysto ubrani, pijacy, o których tyle się słyszy, wcale nie rzucają się w oczy i nie sądzę, żeby w Warszawie było ich dużo mniej niż w podobnej wielkości rosyjskim mieście. Sporo osób chodzi z piwem w ręku, ale wódki w zasadzie w ogóle nie widzieliśmy. Co więcej – przez cały nasz pobyt (a mieszkaliśmy u Rosjan, jeździliśmy plackartą, byliśmy na wsi i na większej imprezie) nikt wódki nam nie zaoferował. Piwo, wino owszem, ale wódki nie. Kłóci się to nieco z legendami o tym, że w Rosji wódkę pić trzeba na każdym kroku i z każdym, żeby się nie obrazili. Jedyny ślad po tym, na jaki się natknęliśmy, to kilka osób z koszulkami „Vodka – connecting people”. Choć to oczywiście tylko nasze doświadczenie, być może po prostu mieliśmy szczęście.

Zaskoczyła nas za to inna rzecz, która odpowiada stereotypom, a której, patrząc na sklepy, ulice i przechodniów trudno się spodziewać. Chodzi o mieszkania Rosjan. Zdarzyło nam się być w kilku miejscach u różnych ludzi, w różnych miastach. W większości właściciele byli młodymi wykształconymi osobami. Tym większe było nasze zaskoczenie. Żaden akademik czy pokój nastolatka w Polsce nie wygląda tak jak te domy. W kwestii mieszkania Rosjanie zdają się wyznawać filozofię „przewróciło się – niech leży”. Wszystko porozrzucane bez porządku i logiki, pokoje sprawiają wrażenie, jakby ktoś przeprowadzał się od dawna i w mieszkaniu zostawił już tylko zbędne rzeczy czekające na wyniesienie na śmietnik. Ale nie pokoje są najgorsze. Inne wyobrażenie o higienie mieszkania widać najbardziej w kuchniach i łazienkach. Niestety, są one po prostu brudne, w wielu miejscach widać pleśń, ignorowane od miesięcy zacieki, kilogramy kurzu. Do tego ich wyposażenie raczej pozostawia wiele do życzenia. Nie jest to kwestia złej woli czy braku funduszy, przynajmniej nie był to problem w przypadku większości miejsc, które odwiedziliśmy. Ludzie zwyczajnie nie są przyzwyczajeni do dbania o miejsca, w których mieszkają. To samo tyczy się wsi. Gdy przejeżdża się przez jakąś wioskę, co kilka domów stoi jakiś zawalony czy spalony budynek, którym nikt się nie przejmuje. Nie działa? – trudno, przeniosę się gdzieś indziej. Zamieszkane domy nie wyglądają lepiej. Często stoją przechylone, jakby miały za chwilę runąć, wiele ma wybite szyby, nieraz wraki samochodów stoją sobie i rdzewieją ot tak porzucone przed drzwiami wejściowymi. Istnieją od tej reguły pewne wyjątki, ale ogólna tendencja jest dosyć wyraźna i z rozmów z innymi obcokrajowcami wynika, że zwróciła nie tylko nasza uwagę.

No i ostatnia rzecz – jedzenie. Tu w zasadzie nie ma o czym mówić. Rosyjskie jedzenie to głównie mielone mięso podejrzanego pochodzenia z dużą ilością cebuli i zawinięte w jakieś ciasto. Do tego barszcz. Nawet Rosjanie zapytani o tradycyjne rosyjskie potrawy nie potrafili wskazać nic poza dwoma wyżej wymienionymi. Można doszukiwać się jeszcze czegoś zrobionego z ziemniaków. Wszystko tłuste i bez wyraźnego smaku, a do tego gdzie się tylko da, Rosjanie wrzucają dwie przyprawy: koperek, który jest chyba jedyną rzeczą, jakiej nie lubi Peter, oraz cebulę, której nie trawię ja. Znaleźliśmy je nawet na pizzy margaricie. A jeśli o pizzy mowa, trafienie na porządną pizzerię graniczy z cudem. Najlepsze lokale (noszące dumne nazwy w stylu „Mama Pizza” czy „Pizza Mia”) oferują zazwyczaj około pięciu jej rodzajów. Całą pizzę robią tylko na specjalne zamówienie i kosztuje ona więcej niż ta sama ilość kupiona na kawałki. Nie szukaliśmy wprawdzie pizzerii, znudzeni nieco tym bardziej lokalnym jedzeniem mieliśmy ochotę na jakąś pastę, która w Europie jest zazwyczaj łatwo dostępna i tania, tu jednak nie znaleźliśmy jej w ogóle. Znajoma wyjaśniła nam, że w jej kraju makaron można kupić, owszem, ale nigdy nie podają go z sosem, co najwyżej kładą po prostu na talerzu obok mięsa. Jedyne względnie dobre rzeczy to wcześniej już wspominane lody i suszone ryby oraz – tu zwracam honor – piwo. Nie mówię tu o tym, które można kupić w supermarkecie, tam wybór jest niewielki. Odkryliśmy za to małe osiedlowe sklepiki, często w postaci drewnianych budek z napisem „Rozlewnoje piwo”, w których można dostać piwo niepasteryzowane i niefiltrowane na litry, zawsze do wyboru kilka lub kilkanaście rodzajów.

Podsumowując: w Rosji nie było źle, ale granicę przekroczyliśmy z pewną ulgą. Przy okazji przegrałam zakład – nikt nie czepnął się naszego braku rejestracji.

KOMENTARZE:

Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl