Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!
Emil Czarnocki
Coś o mnie;–)
Najsilniejszymi wspomnieniami są te związane z walizkami...
Urodziłem się w Nowopołocku, w ówczesnej Federacji Rosyjskiej, dziś Białorusi (w latach 70. i 80. Polacy emigrowali na wschód w poszukiwaniu pracy. Tak zrobił i mój tata. Tam poznali się z moją mamą). Rok po moim urodzeniu przyjechaliśmy do Gniezna – położone na siedmiu wzgórzach, mające swoje legendy i tajemnice, miasto kościołów, sanktuarium Matki Boskiej Pocieszenia – prowadzonego przez franciszkanów, i katedra jako wspaniały monument naszej historii. Tu spędziłem dzieciństwo. Zaledwie osiągnąłem pełnoletniość, rozpocząłem podróż w poszukiwaniu swojego miejsca: Śląsk, Szczecin, Poznań, Trójmiasto. W każdym z tych miast przyszło mi mieszkać, inne odwiedzać przy różnych okazjach. A kiedy w Polsce zrobiło się ciasno, postanowiłem poszukać domu gdzie indziej.
Rok spędzony na Cyprze to praca barmana – napiwki, plaże, nurkowanie i wycieczki po górach, większość czasu wolnego spędzałem w kąpielówkach i wtedy wiedziałem, że nie ma nic cenniejszego niż słońce.
A jednak Anglia. Chłodniejsza, ale bez przesady. Całkiem tu miło, przyroda i tutejszy klimat ma swoje zalety, nie ma wielkich skoków temperatur, jeśli się rozpada, to się rozpada, nie ma się co dziwić, tylko zaopatrzyć w parasol, ale to dla tych z cukru. Tutaj deszcz mało komu przeszkadza, również mróz zimą. Nadal widać ludzi w podkoszulkach w centrum szczególnie wieczorami w weekend, nikt się mrozem czy deszczem nie przejmuje, bawimy się, rozgrzejesz się kilkoma browarkami w klubie, tańcem lub wyschniesz dzięki temperaturze pomieszczeń po brzegi wypełnionych dyskotek ogrzewanych temperaturą ciał i przesączonych zapachem potu. To ludzie rozgrzewają te miejsca. Na dyskotekach można tu spotkać ludzi w wieku swoich rodziców, a czasem i dziadków.
Anglia to dobry start w życie niezależnie od tego, kim jesteś i jakie są twoje ambicje, byle byś jakieś miał, tu możesz je rozwijać.
Po sześciu latach na wyspach przyszedł czas na spore zmiany, wyprawa do Indii.
W zamiarach 4 do 6 miesięcy, część wycieczki całkiem zaplanowana, potem gdzie nogi poniosą.
Pierwszy miesiąc typowo turystyczny i zaplanowany; hotele, pociągi pobookowane, plecak spakowany, głowa zdaje się też... so exciting!
Zaczynam w Mumbaju. Ceny zbliżone do stolic europejskich, szczególnie centrum miasta, powierzchnia – przynajmniej w odczuciach tych, którzy już tam byli – zbliżona do powierzchni Londynu. 5 dni to podobno za długo. Kolega Johny, który będzie mi towarzyszył w pierwszym miesiącu, ma w Mumbaju spotkanie o pracę jako dekorator wnętrz, Indie to jedna z najbardziej rozwijających się gospodarek na świecie, dużo rąk do pracy i nigdy za wielu turystów. Kolejno Udaipur, Jodhpur, Jaipur, Agra, Orcha, Khajuraho, Veranasi i Delhi skąd wylatuje Johny, dzień przed wylotem ma urodziny... Jakieś pomysły urodzinowe w Indiach?!
Dalszy plan bliżej niesprecyzowany, ale są pomysły i cele. W północnych Indiach mieszka na uchodźstwie Dalajlama. Tam planuję rozbić swój namiot na kilka tygodni. Planuję zwiedzić miejsca, gdzie Budda osiągnął oświecenie, świątynie szczurów, małp, ptaków Kamasutry... Tysiące misternie rzeźbionych od tysięcy lat świątyń otoczonych zalesionymi wzgórzami, świątynie rzeźbione w skałach i wodospady plus cała masa niebezpieczeństw, o których się słyszy, dzikie zwierzęta, insekty, bieda i czego by sie jeszcze można spodziewać...
Zapraszam na wędrówkę po Indiach. Obiecuję sporo fotek, opisów, refleksji, relacji z rozmów z napotkanymi ludźmi. Zapowiada się interesująca przygoda.

...
...
...
KOMENTARZE:
Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).