ENGLISH
SOBOTA, 19 MAJA 2012 R.
Opisaliśmy dla Was już 68 krajów!


Bloga piszą Magdalena Paluchowska, Péter Kovács

Od wyjazdu z Ushuai minęło już dziesięć dni, a ja nadal marznę. Patagonia zatrzymała nas na dłużej niż się tego spodziewaliśmy, a to głównie z dwóch powodów: po pierwsze – uroda tego miejsca jest niesamowita, po drugie – autostopem jeździ się tu znakomicie. Poza tym z Kolumbii do Patagonii daleko, resztę kontynentu łatwiej będzie nam odwiedzić z bazy wypadowej w Bogocie.

Autostopu w Ameryce Południowej spróbowaliśmy po raz drugi wyjeżdżając z Ushuai. Na obrzeża miasta dojechaliśmy autobusem i ledwie zdążyłam podnieść rękę (Peter szukał jeszcze dobrego miejsca na plecaki), a zatrzymał się przy nas samochód, z którego wysiadła trzydziestoparoletnia dziewczyna, dziękując nam za to, że nie będzie musiała jechać ponad dwustu kilometrów sama.


Pierwszy samochód zostawił nas za małą wsią, skąd po dwóch minutach zabrał nas kolejny. W ten sposób w rekordowo krótkim czasie dojechaliśmy tam, gdzie chcieliśmy, to znaczy do Río Grande, dzięki czemu resztę dnia mogliśmy poświęcić na inne rozrywki, w tym przypadku na wieczór artystyczny w miejscowym domu kultury.


Na przedstawienie wysłała nas kobieta pracująca w informacji turystycznej, zapytana o to, czy przypadkiem wieczorem nie ma w mieście jakiegoś koncertu czy czegoś w tym stylu. Powiedziała, że owszem, jest pokaz tradycyjnego tańca z udziałem gości z innych miast, impreza otwarta. No to poszliśmy.


W drzwiach zatrzymał nas ochroniarz, twierdząc, że bez zaproszenia nie ma przejścia, a tak w ogóle to zabawa dla dziadków i na pewno nas nie interesuje. Innego zdania była stojąca dwa metry dalej organizatorka wieczoru, która nie tylko zganiła ochroniarza, zaprosiła nas do środka, ale także przyniosła każdemu po tacy pełnej darmowego jedzenia.


Poziom artystyczny poszczególnych występów był mocno zróżnicowany. Wśród wykonawców znaleźli się tak pensjonariusze z sąsiedniego domu spokojnej starości jak i na przykład powszechnie znany, wygrywający międzynarodowe konkursy współczesny wokalista czy jeden (i prawdopodobnie ostatni) z dawnych Hermanos Ábalos. Grupa Hermanos Ábalos, chociaż niekojarząca się nam z niczym, jest podobno wielką legendą muzyki argentyńskiej. Nie wnikaliśmy specjalnie, niemniej występ ponadosiemdziesięcioletniego już muzyka oraz jego nieco młodszej grupy był najciekawszym, naszym zdaniem, punktem programu.


Z Río Grande postanowiliśmy spróbować jechać dalej stopem, chociaż konieczność przekroczenia granicy z Chile budziła w nas pewne obawy. W końcu przewożenie obcych ludzi przez granicę jest to odrobinę co innego niż podrzucenie kogoś wewnątrz tego samego kraju. Martwiliśmy się jednak niepotrzebnie. Nie zdążyliśmy jeszcze dojść do miejsca, które podobno dobrze nadawało się do łapania stopa, kiedy blisko nas zatrzymał się samochód, a kierowca zapytał, czy przypadkiem nas nie podwieźć.


Z Antonio spędziliśmy większość dnia. Na granicy staliśmy w kolejce około trzech i pół godziny, ponieważ trafiliśmy na początek długiego weekendu i Argentyńczycy tłumnie jechali do Chile. Jakby tego było mało, dzień czy dwa wcześniej Chile wprowadziło nowy system odprawy celnej, z którym nie bardzo radzili sobie urzędnicy. Dlatego też Antonio wysadził nas przy drodze prowadzącej do Punta Arenas, kiedy powoli zaczynało się już ściemniać. Stamtąd zabrała nas nie kto inny jak chilijska straż graniczna, dzięki której mieliśmy takie opóźnienie. Panowie wracali właśnie do bazy w Punta Arenas i poczuli się w obowiązku zadbać o obcokrajowców.


Autostop nie zwiódł także, kiedy po kilku dniach pobytu w Chile wracaliśmy do Argentyny. Jednego dnia jechaliśmy z ośmioma różnymi kierowcami, w tym potrzebowaliśmy aż trzech różnych samochodów, żeby przekroczyć granicę. Mężczyzny, który dowiózł nas do chilijskiego przejścia granicznego, nie przepuszczono. Kolejny samochód przewiózł nas jedynie kilka kilometrów przez ziemię niczyją, bo kierowca jechał na granicę po benzynę (co jest powszechną praktyką, bo benzyna w Argentynie jest jakieś 30% tańsza). Następna osoba zabrała nas z granicy i podrzuciła na koniec najbliższego miasteczka i tak dalej. Bez problemów i dosyć szybko. Raz tylko musieliśmy poczekać nieco dłużej, ale to na własne życzenie. Młody chłopak, który nas zabrał, na krętej drodze z ograniczeniem do 60 jechał 160, pisząc w tym czasie smsy. Samochód w ogóle był mocno sfatygowany, co zauważyliśmy dopiero po ruszeniu. Brakowało mu między innymi dwóch z trzech lusterek. Powiedziałam, że mam chorobę lokomocyjną i poprosiłam o wysadzenie nas. Zdążyliśmy odjechać już od miasta, zostaliśmy więc pośrodku niczego. Pampa i jedna droga, którą raz na dziesięć–piętnaście minut przejeżdża jakiś samochód. Wyglądaliśmy trochę podejrzanie w takim miejscu, ale w końcu i tam ktoś się zatrzymał.


Naszym celem tego dnia było El Calafate. Skończyliśmy w El Chaltén, położonym dwieście kilometrów bardziej na północ. Przekonał nas do tego nasz ostatni kierowca, Enrique, były policjant, obecnie właściciel sklepu z czekoladą. Decydującym argumentem było zaproszenie Petera do wzięcia następnego dnia udziału w meczu między dwoma miejscowymi grupami.


Poza tym w Chaltén nie zrobiliśmy wiele. Okolica jest przepiękna i idealnie nadaje się na krótsze i dłuższe trekkingi, ale pogoda nie dopisała. Przy niskiej temperaturze, silnym wietrze i zacinającym deszczu spacer dłuższy niż dwie godziny zwyczajnie nie jest przyjemnością. Z tego samego powodu zrezygnowaliśmy chwilowo z jechania autostopem i po dwóch dniach spędzonych w bardzo rodzinnym hosteliku "Refugio Chaltén" wsiedliśmy w autobus do Calafate.

Pokaz tradycyjnego tańca w domu kultury w Río Grande Jeden z dawnych Hermanos Ábalos w domu kultury w Río Grande Muzyk grający na charango Łapiemy stopa Chile - W hostelu w Punta Arenas Jadalnia w hostelu w Punta Arenas Aleja na cmentarzu w Punta Arenas Jeden z chorwackich grobów na cmentarzu w Punta Arenas Puerto Natales - Jezus jest Panem - typowe napisy na szybach Puerto Natales Łapiemy stopa I coś się zatrzymało El Chalten W końcu nauczyli nas robić dobrą matę El Chalten w deszczu Peter na bramce podczas meczu w El Chalten Refugio Chalten Z autobusu do Calafate

KOMENTARZE:

Dodawanie komentarzy wyłącznie po zalogowaniu (formularz logowanie z prawej strony).



Projekt Bartek Sucharski
Strony Internetowe Redsoft.pl